Mocny list do wiernych FSSPX napisy przez byłych członków FSSXP

Obserwuj wątek
( 0 Obserwujących )
X

Obserwuj wątek

E-mail : *

List otwarty byłych wiernych i sympatyków FSSPX do wiernych, którzy uczęszczają do ich kaplic

 

„I zaprawdę wielka to pokusa, gdy ktoś, kogo uważasz za proroka, ucznia proroków, nauczyciela i obrońcę prawdy, kogo obdarzyłeś najwyższą czcią i miłością – gdy taki człowiek nagle, w ukryciu i podstępnie, zaczyna wprowadzać szkodliwe błędy. Nie możesz ich szybko rozpoznać, bo wiąże cię autorytet, jakim się cieszył, ani nie możesz ich łatwo potępić, bo powstrzymuje cię przywiązanie do dawnego mistrza” ~ św. Wincenty z Lerynu, Commonitorium

Piszemy do Was jako ludzie, którzy jeszcze niedawno klękali obok Was w tych samych ławkach, przyczyniali się do powstawania i rozwoju kaplic Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, wierząc całym sercem, że jest to na większą chwałę Bożą i dla dobra dusz. Wielu z nas gorliwie broniło każdej decyzji Bractwa; inni, nawet jeśli nie ze wszystkim się zgadzali, to skłonni byli usprawiedliwiać Kapłanów Bractwa przekonaniem o poważnych błędach samego Soboru watykańskiego II i Novus ordo.

Byłoby tak do dziś, gdyby nie Łaska Boża, która otworzyła nam oczy na wyraźne niespójności, sprzeczności, a nawet jawne błędy w postawie i aktach zarówno FSSPX jak i innych grup katolików podważających samowolnie decyzje Kościoła. Patrzyliśmy, aleśmy nie widzieli.

Tym co utwierdziło nas w przeświadczeniu, że stanowiska Bractwa nie da się pogodzić z nauczaniem Kościoła było, nie mniej nie więcej, to, co miało stanowić najmocniejszy punkt obrony FSSPX – nauczanie papieży przedsoborowych.

Na kolejnych stronach opiszemy konkretne pułapki, w które wpadaliśmy razem z innymi osobami kwestionującymi decyzje papieży. To one odciągały nas od rzeczywistej jedności z Kościołem. Rzeczywistej, ponieważ zdarzało nam się oszukiwać własne sumienie: deklarowaliśmy wierność Kościołowi tym głośniej, im mocniej nasze czyny zaprzeczały tym deklaracjom. To właśnie taką postawę ganił papież Pius IX w liście Quae in Patriarchatu, wytykając biskupom i wiernym, że ich „czyny zadają kłam wzniosłym słowom”.

Nasze postawy dryfowały nierzadko w stronę schizmy i herezji. Nie, to nie był tylko nasz problem. Utwierdzali nas wszakże w tych postawach kapłani i wierni Bractwa. Dziś gorzko to opłakujemy – jak niegdyś św. Piotr po trzecim pianiu koguta.

Jaki cel nam przyświeca? Miłość do dusz i Kościoła. Miłość, która zgodnie z zasadą św. Augustyna „kochaj błądzącego, zwalczaj błąd”, nie ucieka od piętnowania tego, co sprzeciwia się Prawdzie. Mimo naszej życzliwości do wielu kapłanów Bractwa, wierząc, że ich postawa wynika raczej z nieświadomości niż ze złej woli, nie możemy dalej milczeć, widząc, jak ich błędy odciągają wiernych od prawdziwej wiary, której fundamentem jest jedność z Kościołem i Papieżem.

List ten jest także formą zadośćuczynienia za niemałe cierpienia, jakie nasz wieloletni opór i stawanie po stronie Bractwa w konflikcie przeciw Papiestwu, wyrządził Stolicy Apostolskiej. W końcu, jest też naszą skromną formą obrony papiestwa przed atakami tych, którzy podnoszą na nie rękę (my również jeszcze niedawno staliśmy po stronie tych, którzy „rzucali kamieniami”).

Nie mamy złudzeń, że przekonamy wszystkich – ostatecznie to nie argumenty, lecz łaska Boża otwiera sumienia na Prawdę. Piszemy jednak do tych, którzy wciąż jej szukają i nie utknęli jeszcze w ślepym zaułku, w którym sami tkwiliśmy: w stawianiu autorytetu jednego biskupa ponad autorytetem Następcy Piotra.

Zgodzicie się zapewne, że szukanie Prawdy nie polega na ograniczaniu się tylko do książek starannie wybranych przez Bractwo – jak choćby prac Michaela Daviesa czy Kennedy’ego Halla. Ich cel jest jasny: utwierdzić Was w przekonaniu, że tylko w Bractwie odnajdziecie bezpieczne środki do zbawienia, a opór wobec hierarchii jest w obecnej sytuacji katolickim obowiązkiem.

Wierność Prawdzie w tym przypadku wymaga jednak poznania argumentacji drugiej strony, czyli samego Kościoła – i to ją pragniemy Wam przybliżyć.


Błąd 1

Jeszcze niedawno wydawało się nam, że gdy Papież występuje przeciw Tradycji, mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek się mu sprzeciwić. 

Oto jak tę kwestię ujął w 1976 roku abp Marcel Lefebvre w swoich refleksjach na temat suspensy a divinis:

„Ten Soborowy Kościół jest schizmatycki, ponieważ jako podstawę dostosowania się do obecnych czasów obrał sobie zasady stojące w sprzeczności z zasadami Kościoła katolickiego (…) W stopniu, w jakim papież, biskupi, księża lub wierni przynależą do tego nowego Kościoła, oddzielają się sami od Kościoła katolickiego. Dzisiejszy Kościół jest prawdziwym Kościołem tylko w stopniu, w jakim stanowi kontynuację i jedno ciało z Kościołem wczorajszym i wszystkich czasów.” [1]

Wbrew temu pisał Leon XIII w Satis Cognitum:

„Tak więc, jeśli nie chce być heretykiem (…) niech spieszy, by we wszystkim zadowolić Stolicę Rzymską.”

Aby zrozumieć dzisiejsze podziały, należy najpierw precyzyjnie określić fundament, na którym budowana jest argumentacja Bractwa za nieposłuszeństwem papieżom. Cały ten spór nie dotyczy przecież tego, czy abp Lefebvre dobrze formował seminarzystów w Ecône, ani nawet samej kwestii zachowania Mszy Trydenckiej. Punktem zwrotnym, który nadał temu konfliktowi charakter doktrynalny, była deklaracja Arcybiskupa z 1974 roku, w której wprost oskarżył on Stolicę Apostolską o poważne błędy:

„Odrzucamy natomiast i zawsze odrzucaliśmy pójście za Rzymem o tendencji neomodernistycznej i neoprotestanckiej, która wyraźnie zaznaczyła się podczas II Soboru Watykańskiego, a po soborze we wszystkich z niego wynikających reformach.

Wszystkie one przyczyniły się, i wciąż się przyczyniają, do zniszczenia Kościoła, zrujnowania kapłaństwa, unicestwienia Najświętszej Ofiary i sakramentów (…)

Reforma ta, tkwiąca korzeniami w liberalizmie i protestantyzmie, jest całkowicie zatruta; z herezji się wywodzi i do herezji prowadzi, nawet jeżeli nie wszystkie jej czyny są formalnie heretyckie. Jest zatem niemożliwe, by świadomy i wierny katolik miał tę reformę przyjąć lub poddać się jej w jakikolwiek sposób.” [2]

Od tamtej deklaracji argumentacja Bractwa opiera się na tezie o stanie wyższej konieczności, mającym legitymizować działania wbrew prawu i hierarchii. Usprawiedliwieniem dla tak radykalnej postawy jest twierdzenie, że posoborowi papieże podają całemu Kościołowi poważne błędy w zakresie wiary, moralności oraz liturgii, czyniąc oficjalne struktury Kościoła niebezpiecznymi dla zbawienia.

Zarówno wierni, jak i kapłani Bractwa zapewne zgodzą się z nami, że gdyby nie to przekonanie o „zatrutym pokarmie” płynącym z Rzymu, powoływanie się na stan wyższej konieczności nie miałoby żadnej racji bytu. Co więcej, gdyby ten stan nie zachodził, wieloletnia odmowa podporządkowania się papieżom byłaby jednoznacznym dowodem na schizmatyckie działanie (co rozwiniemy w dalszej części).

Dlatego to właśnie to oskarżenie – że Namiestnik Chrystusa może w swoim oficjalnym urzędzie podawać wiernym naukę realnie zagrażającą wierze – staje się punktem wyjścia naszej analizy.

Musimy więc na początek zadać sobie pytanie, czy w świetle nauczania Kościoła jest w ogóle możliwa sytuacja, w której oficjalne i powszechne nauczanie lub dyscyplina zatwierdzona przez Papieża dla całego Kościoła są szkodliwe dla dusz?

Ufając Bractwu myśleliśmy, że tak, ponieważ:

Po pierwsze, Abp Lefebvre wprost oskarżał Rzym o zdradę, herezje i niszczenie Kościoła:

„(…) od początku pontyfikatu Pawła VI sumienie i wiara wszystkich katolików stoi w obliczu poważnego problemu: jak papież będący prawdziwym następcą Piotra, któremu została obiecana pomoc Ducha Świętego może przewodniczyć najbardziej radykalnej i dalekosiężnej destrukcji Kościoła jaką kiedykolwiek znano, w tak krótkim czasie, przekraczającej wszystko co jakikolwiek herezjarcha kiedykolwiek zdołał osiągnąć?” [3] 

„(…) Kościół, który zatwierdza podobne błędy jest równocześnie schizmatycki i heretycki.” ~ Abp Lefebvre, Kilka refleksji na temat suspensy a divinis

Po drugie, dokumenty Soboru Watykańskiego II jawią się jako zerwanie z Tradycją Kościoła, ponieważ rzekomo zawierają wyraźne błędy potępione przez poprzednich papieży. Jak powiedział Abp Lefebvre:

„Sądzimy, że możemy stwierdzić na podstawie samej wewnętrznej i zewnętrznej krytyki Vaticanum II, tj. przez analizowanie tekstów i studiowanie tajników Soboru, że z powodu odwrócenia się od Tradycji i zerwania z Kościołem przeszłości jest to sobór schizmatycki.” [3]

Z kolei Ks. Karol Stehlin w wywiadzie z 2013 roku stwierdził:

„Tak samo Sobór Watykański II jest obaleniem starej, tradycyjnej i wiecznej nauki Kościoła Katolickiego i sprowadzeniem dokładnie tych samych fałszywych, masońskich ideologii do wnętrz Kościoła.” [4]

Po trzecie, papieże posoborowi, poprzez zatwierdzenie nowego rytu Mszy świętej, dokumentów o wolności religijnej, a także przez najnowsze akty Magisterium (jak choćby przez Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 r., czy adhortację Amoris Laetitia), w ocenie Bractwa nauczają poważnych błędów, które mogą prowadzić wiernych do utraty wiary.

Sam Arcybiskup orzekł podczas konferencji w Ecône 4 września 1987:

„Rzym stracił Wiarę, moi drodzy przyjaciele. Rzym jest w apostazji. To nie są słowa rzucane na wiatr. Taka jest prawda. Oni odeszli od Kościoła… To jest pewne, pewne, pewne”

A jednak Konstytucja dogmatyczna Pastor Aeternus Soboru Watykańskiego I głosi:

„ta Stolica św. Piotra pozostaje zawsze wolna od jakiegokolwiek błędu, zgodnie z Bożą obietnicą Pana naszego i Zbawiciela, udzieloną księciu Jego uczniów: „Ja prosiłem za tobą, aby nie ustała twoja wiara, a ty nawróciwszy się utwierdzaj twoich braci”. Zatem ten nigdy nie ustający charyzmat prawdy i wiary został przez Boga udzielony św. Piotrowi oraz jego następcom na tej Stolicy (…)”

Jak pisał biskup Gasser, który na Soborze Watykańskim I wyjaśniał ojcom soborowym sens i zakres definicji nieomylności:

„Gdyby jednak Papież popadł w błąd wiary, Kościół uległby rozwiązaniu, pozbawiony więzi jedności. Biskup Meaux bardzo trafnie wypowiada się w tej kwestii, mówiąc: »Gdyby ta Stolica Rzymska mogła upaść i przestać być Stolicą prawdy, a stać się Stolicą błędu i zarazy, wówczas sam Kościół katolicki nie posiadałby więzi społeczności, stałby się schizmatycki i rozproszony – co w rzeczywistości jest niemożliwe«” [25]

Dlatego Stolica Apostolska nie może w swoim oficjalnym Magisterium ani w powszechnej dyscyplinie narzucić całemu Kościołowi niczego, co byłoby sprzeczne z wiarą lub zagrażałoby zbawieniu wiernych. Możliwość taką wyklucza bowiem obietnica Chrystusa, która chroni najwyższy Urząd nauczycielski przed błędem i obdarza go charyzmatem nigdy nieustającej wiary.

Choć teolodzy dopuszczali, że papież jako osoba prywatna mógłby zbłądzić w opinii, to kategorycznie wykluczali, aby Kościół pod przewodnictwem Piotra mógł oficjalnie karmić wiernych błędem. Twierdzenie Bractwa, że oficjalne reformy Kościoła są „zatrute”, nie uderza więc w prywatne opinie papieży, lecz w samą wiarygodność Oblubienicy Chrystusa. Rzekomy „stan wyższej konieczności” opiera się zatem na fałszywej przesłance teologicznej, która przypisuje Kościołowi błąd tam, gdzie Bóg gwarantuje Jego nieskazitelność.

Zanim jednak wrócimy do konstytucji Pastor Aeternus i powołamy się na inne dokumenty Magisterium Kościoła, należy najpierw zwrócić uwagę na…

Trzy wyraźne paradoksy

Po drugie, co więcej, gdy cytuje się im przedsoborowe encykliki o posłuszeństwie, twierdzą, że są one wyrwane z kontekstu lub tyczyły się innej sytuacji historycznej. Jeśli jednak uznamy, że nauczanie dawnych papieży można zneutralizować, twierdząc, że „to były inne czasy”, to przyznajemy rację modernistom, z którymi Bractwo rzekomo walczy.

Nie można jednocześnie twierdzić, że Prawda jest niezmienna, i uciekać w relatywizm historyczny, gdy dokumenty Magisterium stają się niewygodne dla własnej tezy. Jeśli to pojedynczy wierny czy kapłan, a nie żyjący Urząd Nauczycielski, decyduje o tym, co w Tradycji jest ważne, a co nie, to de facto stawia on swój prywatny osąd ponad autorytetem Następcy Piotra. W ten sposób Tradycja przestaje być obiektywną normą, a staje się zbiorem cytatów selekcjonowanych pod z góry założoną tezę buntu.

Po trzecie, w argumentacji Bractwa błędy współczesnych papieży przedstawiane są jako oczywiste i jednoznaczne. Jednak gdy ktoś zarzuca błąd lub nieposłuszeństwo Bractwu, sytuacja nagle staje się skomplikowana. Wtedy okazuje się, że to, co wydaje się być obiektywnym naruszeniem prawa kanonicznego (np. konsekracje biskupów bez wymaganego mandatu), wymaga skomplikowanych analiz prawnych, specjalnych interpretacji i tomów apologii, które mają dowieść, że działania te są usprawiedliwione. Dlaczego Papieżowi odmawia się prawa do złożoności, którą Bractwo rezerwuje dla siebie?

Na koniec, gdy kończą się argumenty, słyszymy, że nie jesteśmy wystarczająco kompetentni i wykształceni, by zajmować się tymi sprawami. Że powinniśmy zostawić je kapłanom i teologom. I mówią to osoby, które czują się wystarczająco kompetentne, by podważać wyroki samych Papieży! Osoby, które ufają prywatnym interpretacjom pojedynczych księży lub biskupów… interpretacjom sprzecznym z tymi, które podaje Stolica Apostolska. W końcu osoby, od których nigdy nie usłyszeliśmy o swojej niekompetencji, dopóki razem z nimi krytykowaliśmy Kościół, stając po stronie Bractwa. Doprawdy, dziwna to logika, w której twoja wiedza zależy wyłącznie od tego, czy twoje wnioski zgadzają się z linią grupy, do której aktualnie przynależysz.

Do Soboru Watykańskiego II sytuacja w Kościele była oczywista

W przypadku sporu między kimkolwiek a Wikariuszem Chrystusa, jedynym bezpiecznym kompasem dla katolika była reguła św. Ignacego Loyoli:

„Powinniśmy być zawsze gotowi wierzyć, iż białe, które widzę, jest czarne, jeżeli się tak wypowie Kościół hierarchiczny”. [5]

Nie wynikało to z wyłączenia rozumu, ale z najwyższego aktu ufności, że Chrystus nie pozwoli swojej Oblubienicy karmić nas błędem. Skoro obie strony twierdzą, że racja i Tradycja są po ich stronie, konieczny jest Arbiter, który to rozsądzi. Nie jest nim ani prywatne sumienie wiernego, ani pojedynczy biskup, ani nawet Tradycja – wszak przedmiotem sporu jest właśnie to, co Tradycją jest. Arbitrem tym jest aktualnie urzędujący Papież. Jak nauczał Sobór Watykański I w konstytutcji Pastor Aeternus:

„(…) jest on najwyższym sędzią wiernych. Nikomu zaś nie wolno odwoływać się od wyroków Stolicy Apostolskiej, ponad którą nie ma żadnej wyższej władzy, a także nikt nie może osądzać jej wyroku.”

Jak więc osądził sytuację oporu Bractwa Najwyższy Sędzia? Posłuchajmy słów papieża Pawła VI z konsystorza kardynałów, który odbył się 24 maja 1976 roku:


„Co więcej, nie wahają się twierdzić, że Sobór Watykański II nie posiada mocy wiążącej; że wiara byłaby również zagrożona z powodu posoborowych reform i orientacji, którym ma się obowiązek być nieposłusznym, aby zachować pewne tradycje. Jakie tradycje? To ta grupa ludzi – a nie Biskup Rzymski, nie Kolegium Biskupów, nie Sobór Powszechny – pragnie stać się tymi, którzy ustanawiają wiążącą decyzję o tym, która z niezliczonych tradycji ma być uznana za normę wiary! Jak widzicie, Czcigodni Bracia, postawa ta przemawia tak, jakby była sędzią nad tą Boską wolą, która ustanowiła Piotra i jego następców na czele Kościoła, aby utwierdzali swych braci w wierze i tak paśli powszechną owczarnię (Łk 22,32; Jn 21,15 nn.) i tym samym ustanowiła go gwarantem i kustoszem depozytu wiary.” [6]

Dla wielu zwolenników Arcybiskupa Lefebvre’a surowe upomnienia Pawła VI nie mają jednak mocy rozstrzygającej, gdyż w ich oczach autorytet papieża został „skażony” błędem. Uważają oni, że papieże posoborowi nie są wiarygodnymi arbitrami, ponieważ to ich własne działania miały wywołać stan wyższej konieczności. W ten sposób powstaje błędne koło:

Bractwo odrzuca sędziego, ponieważ ten osądził ich błąd, który oni nazywają prawdą

Aby rozwiązać ten impas, odsuńmy na chwilę argumenty z autorytetu osób nam współczesnych, wobec których wielu z Was kieruje się „hermeneutyką podejrzliwości”. Spójrzmy na to z perspektywy zdrowego rozsądku oraz sięgnijmy do nauczania Papieży przedsoborowych. Zdrowy rozsądek podpowiada, że bezpieczniej jest stanąć po stronie Papieża, nawet w obliczu trudności. Tą logiką kierował się m.in. św. John Newman pisząc o roli papieża:

„Nigdy nie wolno nam pozwolić sobie na wątpliwość, że w swych rządach Kościołem kieruje się on inteligencją nadludzką. Jego jarzmo jest jarzmem Chrystusa; on ponosi odpowiedzialność za własne czyny, nie my; i przed swym Panem musi zdać sprawę, nie przed nami. Nawet w sprawach świeckich zawsze bezpiecznie jest być po jego stronie, a niebezpiecznie po stronie jego wrogów.

Skoro dopuszczamy myśl, że Papież wraz z Kolegium 2500 biskupów mógłby zbiorowo pobłądzić w nauczaniu Kościoła powszechnego, to o ileż bardziej mylić się może jeden, odosobniony biskup? Abp Lefebvre nie posiadał charyzmatu prawdy ani Chrystusowej obietnicy umacniania w wierze.

Kluczem do zrozumienia tego problemu jest dogmatyczna definicja Pastor Aeternus Soboru Watykańskiego I, która głosi:

„ta Stolica św. Piotra pozostaje zawsze wolna od jakiegokolwiek błędu, zgodnie z Bożą obietnicą Pana naszego i Zbawiciela, udzieloną księciu Jego uczniów: „Ja prosiłem za tobą, aby nie ustała twoja wiara, a ty nawróciwszy się utwierdzaj twoich braci”. Zatem ten nigdy nie ustający charyzmat prawdy i wiary został przez Boga udzielony św. Piotrowi oraz jego następcom na tej Stolicy dla wypełniania ich wzniosłego urzędu dla zbawienia wszystkich ludzi, aby cała owczarnia Chrystusa odwrócona przez nich od pokarmu skażonego błędem, karmiona była nauką z nieba, aby po usunięciu okazji do schizmy cały Kościół był zachowany w jedności i wsparty na swoim fundamencie trwał mocno przeciwko bramom piekielnym.”

Jak pogodzić ten dogmat z przekonaniem, że Rzym od dekad serwuje wiernym „truciznę”? Istnieją tylko dwa wyjścia: 1) albo ci, których uznajemy za papieży, w rzeczywistości nimi nie są (co jest błędem sedewakantyzmu), 2) albo to, co bierzemy za poważny błąd przeciwko wierze w oficjalnym nauczaniu i powszechnej dyscyplinie Kościoła, w rzeczywistości nim nie jest, a jedynie…

Nasza percepcja zawodzi

Drugi punkt wymaga jednak słowa wyjaśnienia. Ponieważ w tym miejscu często pojawia się zarzut o ultramontanizm lub promowanie hiper-nieomylności papieża. Abstrahując od tego, że oskarżenia te podejrzanie przypominają zarzuty protestantów (którzy wyrzucali katolikom papolatrię), należy rozróżnić tu poziomy nauczania papieskiego.

Argumentacja Bractwa opiera się na nieuprawnionym zawężeniu wolności od błędu papieży [30] wyłącznie do nadzwyczajnych definicji ex cathedra. Sugerują oni, że brak nowych dogmatów ogłoszonych pod groźbą anatemy podczas Soboru Watykańskiego II zwalnia wiernych z obowiązku religijnego posłuszeństwa rozumu i woli. Jest to jednak błąd dotykający samej natury Kościoła.

Kościół ten cieszy się asystencją Ducha Świętego nie tylko w rzadkich momentach ogłaszania dogmatów, ale w całym swoim oficjalnym sprawowaniu urzędu. Gdyby Papież mógł oficjalnie i powszechnie nauczać poważnych błędów w sprawach wiary i moralności poza aktami nieomylnymi, to obietnica Chrystusa o „wierze, która nie ustanie”, mogłaby być martwą literą przez większość czasu trwania Kościoła.

Jeżeli przyjmujemy, że Bóg niezmiennie prowadzi Kościół ku prawdzie, to zasada ta musi obowiązywać tak samo dziś, jak i wieki temu. Skoro dawne nauczanie było prawdziwe, nie ma powodu, by podważać jego wiarygodność obecnie. I odwrotnie: dopuszczenie myśli o dzisiejszych błędach Kościoła oznaczałoby, że mógł on błądzić na każdym etapie swojej historii.

Jak wspomnieliśmy wcześniej, samo powoływanie się na tradycję lub „zdrową naukę” jako jedyne kryterium dzisiejszej prawdy jest niewystarczające. Taki argument zależy bowiem od autorytetu Kościoła z przeszłości, a ten z kolei jest wiarygodny tylko wtedy, gdy uznamy nieprzerwaną i stałą opiekę Bożą nad Kościołem w każdym momencie jego dziejów. Taką ufnością kierował się św. Augustyn:

„Nie wierzyłbym Ewangelii, gdyby nie skłaniał mnie do tego autorytet Kościoła katolickiego”. [7]

Bractwo próbuje jednak ograniczać charyzmat prawdy i nigdy nieustającej wiary papieży wyłącznie do definicji nieomylnych, twierdząc, że papieże mogą mylić się w nauczaniu, gdy nie wypowiadają się ex-cathedra. Jak zobaczymy…

Trzymanie się tej logiki podważa cały fundament oporu Bractwa

Prawda jest taka, że żadne z nauczania Soboru Watykańskiego II, które Bractwo tak zaciekle krytykuje – jak wolność religijna czy ekumenizm – nie zostało ogłoszone w sposób nieomylny (jako nowy dogmat). Sam Arcybiskup Lefebvre i teolodzy Bractwa wielokrotnie używali tego faktu jako tarczy, twierdząc, że skoro nie są to definicje ex cathedra, to wolno im je odrzucić. Nie zauważają jednak, że tym samym przyznają, iż ich bunt toczy się na polu Magisterium zwyczajnego.

Otóż te same tematy wolności religijnej czy ekumenizmu RÓWNIEŻ były omawiane przez Papieży przedsoborowych właśnie w dokumentach Magisterium zwyczajnego. Skoro więc uznajemy, że papieże mogą mylić się w dokumentach takiej rangi, to musielibyśmy konsekwentnie przyjąć, że mogli się mylić i przed Soborem Watykańskim II. Kto w tej sytuacji, jeśli nie aktualnie urzędujący papież, miałby być ostatecznym arbitrem?

Podważając wiarygodność dzisiejszego Magisterium zwyczajnego, Bractwo de facto podcina gałąź, na której samo siedzi. Na jakiej bowiem podstawie można uznać encykliki Piusa IX czy Grzegorza XVI za wiarygodne, jeśli odrzucamy autorytet tego samego urzędu dzisiaj? Jeśli zwyczajne nauczanie Następcy Piotra przestało być dla katolika bezpiecznym drogowskazem, to Tradycja staje się martwym archiwum, z którego każdy wybiera to, co akurat pasuje do jego prywatnych opinii. W tej wizji Papież przestaje być żywym głosem Kościoła, a staje się jedynie niemym strażnikiem przeszłości, którego urząd nie ma znaczenia w bieżącym prowadzeniu dusz.

Prowadzi to do ewidentnego absurdu: w jaki sposób – zgodnie z założeniami konstytucji Pastor Aeternus – „skłonność do schizmy” miałaby zostać wyeliminowana, a „cały Kościół zachowany w jedności”, gdyby papieże mogli narzucać wiernym jako obowiązujące treści sprzeczne z prawdą objawioną lub zagrażające ich zbawieniu? Jak Kościół może być „oparty na swoim fundamencie”, jeśli fundament ten (Piotr) mógłby regularnie nauczać wiernych poważnych błędów?

Taka wizja Papiestwa jest niemożliwa do pogodzenia z nauką katolicką

Jak uczył kardynał Manning, jeden z ojców Soboru Watykańskiego I, obietnica Chrystusa gwarantuje wieczystą trwałość wiary Piotra i jest bezpośrednio związana z niezniszczalnością Kościoła:

„Przyrzeczona jest Piotrowi i jego następcom pomoc boska, a pomoc ta jest obiecana w celu zabezpieczenia trwałości i niezniszczalności wiary u najwyższego Doktora i Głowy Kościoła”. [8]

W tym miejscu kapłani Bractwa – ufamy, że przez niewiedzę – podważają definicję Soboru Watykańskiego I, przywołując jego fragment, który rzekomo ma być ostatecznym dowodem na to, że Papież może błądzić.

Chodzi o słynne zdanie z Konstytucji Pastor Aeternus:

„Duch Święty został bowiem obiecany następcom św. Piotra nie dlatego, aby z pomocą Jego objawienia ogłaszali nową naukę, ale by z Jego pomocą święcie strzegli i wiernie wyjaśniali Objawienie przekazane przez apostołów, czyli depozyt wiary.”.

Księża ci, wraz z innymi „obrońcami Tradycji” jak choćby biskupem Schneiderem, interpretują te słowa jako warunek asystencji Ducha Świętego. Rozumieją to tak, że Duch Święty asystuje Papieżowi tylko wtedy, gdy ten wiernie wykłada Depozyt. Jeśli (w naszej ocenie) głosi nowości, to znaczy, że asystencja nie działa.

Taka interpretacja nie oddaje jednak intencji Ojców Soborowych. Zdanie to bowiem nie opisuje warunku, od którego zależy asystencja, ale gwarantuje, że dzięki tej asystencji Papież NIGDY nie narzuci Kościołowi nowej, błędnej nauki jako wiary. Dowodem na to jest zdanie, które w narracji Bractwa jest niemal zawsze pomijane. Przytoczmy ten fragment w całości:

„[32] Duch Święty został bowiem obiecany następcom św. Piotra nie dlatego, aby z pomocą Jego objawienia ogłaszali nową naukę, ale by z Jego pomocą święcie strzegli i wiernie wyjaśniali Objawienie przekazane przez apostołów, czyli depozyt wiary.

[33] Ich naukę apostolską przyjmowali wszyscy czcigodni Ojcowie, a święci i prawowierni Doktorzy czcili ją i wypełniali, ponieważ byli w pełni świadomi, że ta Stolica św. Piotra pozostaje zawsze wolna od jakiegokolwiek błędu, zgodnie z Bożą obietnicą Pana naszego i Zbawiciela, udzieloną księciu Jego uczniów: „Ja prosiłem za tobą, aby nie ustała twoja wiara, a ty nawróciwszy się utwierdzaj twoich braci”.”

Bractwo twierdzi: Papież może błądzić, jeśli głosi nowości

Sobór Watykański I twierdzi: Papież nie może głosić nowości (poważnych błędów), ponieważ Duch Święty go przed tym chroni.

Gdyby asystencja była warunkowa, nikt nie mógłby wiedzieć „najzupełniej”, czy Stolica jest wolna od błędu, bo każdy wierny musiałby najpierw sam zostać sędzią papieża i sprawdzić, czy ten aby na pewno „wiernie wykłada Depozyt”. Taka postawa nie usuwa okazji do schizmy – ona czyni schizmę permanentnym stanem Kościoła, gdzie każdy jest swoim własnym papieżem. Jak pisał Leon XIII w Satis Cognitum:

„Nie skądinąd wzięły się herezje i powstały schizmy jak stąd, że kapłani nie są posłuszni Bogu i nie myślą o tym, że w Kościele jest w danym czasie tylko jeden kapłan i jeden sędzia zastępujący Chrystusa”

W tym momencie Bractwo często posługuje się historycznymi wyjątkami – Honoriusza, Liberiusza czy Jana XXII, którzy rzekomo dopuścili się poważnych błędów – aby uzasadnić swój opór wobec współczesnego Magisterium. Zapominają jednak, że teologiczna odpowiedź na te zarzuty została sformułowana na długo przed Soborem Watykańskim I. Skoro Kościół, znając te kontrowersje, uroczyście ogłosił, że Stolica Apostolska jest wolna od błędu, to znaczy, że wspomniane przypadki w żaden sposób nie naruszają integralności papieskiego charyzmatu.

Oddajmy głos św. Robertowi Bellarminowi, któremu Bractwo błędnie przypisuje teorię o „papieżu-heretyku”. Ten Doktor Kościoła nauczał czegoś zgoła innego:

„Papież nie tylko nie powinien i nie może głosić herezji, ale także powinien zawsze nauczać prawdy i bez wątpienia będzie to czynił, skoro Pan nakazał mu utwierdzać swoich braci” [9]

św. Bellarmin wskazuje na logiczną niemożliwość błędu Papieża, która wynika z samej natury jego urzędu:

„Zatem prawdziwym wyjaśnieniem jest to, że Pan wyprosił dla Piotra dwa przywileje… Drugim przywilejem jest to, że on, jako papież, nigdy nie mógłby nauczać czegoś przeciwnego wierze” [10]

To właśnie tę naukę św. Roberta Bellarmina bp Gasser uczynił oficjalną wykładnią dogmatu na Soborze Watykańskim I. Wyjaśnił on Ojcom Soborowym, że Chrystus wyprosił dla Piotra charyzmat, dzięki któremu Papież jako osoba publiczna nie może nauczać błędu w swoim urzędzie, nawet poza definicjami ex cathedra.

Dlatego teolodzy soborowi, jak kard. Franzelin, osobisty teolog papieża bł. Piusa IX, mówili o „nieomylności bezpieczeństwa”. Oznacza ona, że asystencja Ducha Świętego gwarantuje, iż oficjalne Magisterium zwyczajne oraz powszechna dyscyplina (prawa i liturgia) są zawsze bezpieczne dla wiernych. Katolik, przyjmując ryt Mszy czy Kodeks Prawa Kanonicznego zatwierdzony przez Rzym, ma nadprzyrodzoną pewność, że nie przyjmuje niczego szkodliwego dla zbawienia.

Doskonałą ilustrację tej nauki odnajdujemy w traktacie De Divina Traditione, gdzie kard. Franzelin analizuje konstytucję Sollicitudo omnium Ecclesiarum Aleksandra VII z 1661 roku. Papież ten, choć nie ogłosił wówczas dogmatu o Niepokalanym Poczęciu, surowo zakazał nauczania tez przeciwnych, wymagając od wiernych uległości rozumu.

Odnosząc się do tego mechanizmu, kard. Franzelin wyjaśnia błąd tych, którzy – podobnie jak dzisiejsi rzecznicy Bractwa św. Piusa X – usiłują ograniczyć obowiązek posłuszeństwa wyłącznie do uroczyście ogłoszonych dogmatów:

„Nasi przeciwnicy (…) uważają jednak, że w żaden sposób, poza definicją ex cathedra, nie można wymagać posłuszeństwa umysłu, polegającego na tym, że ktoś porzuciłby swoją opinię i przyjął przeciwną z tak silną pewnością, że wyznałby przylgnięcie do niej pod przysięgą. (…) My natomiast uważamy, że w tego rodzaju osądach, wydanych nawet bez definicji ex cathedra, żąda się i należy okazać posłuszeństwo, które obejmuje posłuszeństwo umysłu (…)”. [27]

Kardynał kontynuuje:

„Raczej uzna się, że doktryna zawarta w takim osądzie jest bezpieczna, i dla nas wynika to z pewnością nie z motywu wiary boskiej (ze względu na Boga Objawiającego lub Kościół nauczający nieomylnie), lecz z motywu świętego autorytetu, którego zadaniem jest bez wątpienia dbanie o zdrowość i bezpieczeństwo doktryny, którą należy przyjąć z posłuszeństwem umysłu, oraz odrzucanie tego, co jest jej przeciwne”. [27]

W ten sposób kard. Franzelin wykazuje, że asystencja Ducha Świętego sprawia, iż dekret papieski – nawet niebędący dogmatem – jest obiektywnie bezpieczną regułą wiary dla dusz. Według kardynała byłoby sprzecznością, gdyby święty autorytet, powołany do dbania o zdrowość doktryny, mógł nakazać Kościołowi przylgnięcie do opinii, która okazałaby się błędna lub szkodliwa.

Zatem w świetle pism kard. Franzelina jak i oficjalnej wykładni bpa Gassera, każda próba postawienia własnego osądu nad oficjalną reformę liturgiczną czy nauczanie powszechne Kościoła, nie jest „obroną Tradycji”, lecz podważeniem Bożej asystencji nad urzędem Piotrowym. Skoro bowiem Papież — jako osoba publiczna — nie może podać owczarni trucizny, to rzekomy „stan wyższej konieczności” nie ma fundamentu w rzeczywistości, a jedynie w błędnej ocenie ludzkiej, która własne lęki i uprzedzenia stawia ponad autorytet Wikariusza Chrystusa.

Przed taką postawą przestrzegał nas sam św. Robert Bellarmin, wskazując na niemożliwość błędu Papieża, która wynika z samej natury jego urzędu:

„Nie jest bowiem rzeczą owiec sądzić, czy pasterz błądzi, nawet i szczególnie w sprawach, które są naprawdę wątpliwe. Chrześcijańskie owce nie mają większego sędziego ani nauczyciela, do którego mogłyby się odwołać. […] zatem nieuchronnie cały Kościół pobłądzi, gdyby pobłądził Biskup Rzymski” [11]

W tym jednak miejscu reprezentanci Bractwa będą argumentować, że w istocie tak się właśnie stało. Że choć Kościół przechodził przez kryzysy w swojej przeszłości…

Obecny kryzys jest bezprecedensowy w swoim spustoszeniu

Hierarchia na czele z Papieżem faktycznie pobłądzili.

Jak pisał Abp Lefebvre w 1990, w przedmowie do książki Giulio Tama: Jan Paweł II „szerzy obecnie nieustannie zasady fałszywej religii, której skutkiem jest powszechna apostazja”.

13 lat wcześniej Arcybiskup wypowiadał się równie dosadnie:

„Jeśli uważamy, że ta zreformowana liturgia jest heretycka i nieważna, czy to z powodu zmian poczynionych w materii i formie czy też z powodu intencji reformatorów wpisanej w nowy ryt będącej przeciwieństwem intencji Kościoła katolickiego, to oczywiście nie możemy uczestniczyć w tych reformowanych obrzędach, ponieważ bralibyśmy udział w czynie świętokradzkim. Ta opinia oparta jest na gruntownych przesłankach.” ~ Abp Lefebvre, Ecône, 24 lutego 1977, Odpowiedzi na różne palące kwestie

To właśnie to domniemane niszczenie Kościoła przez ostatnich papieży miałoby być ostatecznym usprawiedliwieniem dla działań abpa Lefebvre’a, który w narracji Bractwa urasta do rangi „nowego św. Atanazego”, ratującego wiarę w czasie bezprecedensowego kryzysu. Powoływanie się na stan wyższej konieczności opiera się tu na historycznym precedensie papieża Liberiusza, który miał rzekomo ulec arianom i ekskomunikować Atanazego.

Prawda o papieżu Liberiuszu jest jednak taka, że nigdy nie zatwierdził on ariańskiej herezji jako oficjalnego nauczania Kościoła, pozostając w sferze doktryny „wolnym od błędu” (co jest zgodne z obietnicą Chrystusa opisaną w Pastor Aeternus). Sam św. Atanazy w swojej Historii arian brał go w obronę, wyjaśniając, że ewentualne ustępstwa były wynikiem fizycznego przymusu. Przywołajmy jego słowa:

„[Liberiusz] był człowiekiem ortodoksyjnym i nienawidził herezji ariańskiej i usilnie starał się przekonać wszystkich ludzi, aby się jej wyrzekli i wycofali się z niej. (…) Liberiusz jednak po dwóch latach wygnania ugiął się i ze strachu przed groźbą śmierci podpisał. Ale nawet to pokazuje jedynie ich gwałtowne postępowanie, nienawiść Liberiusza do herezji i jego wsparcie dla Atanazego – tak długo jak pozwalano mu na swobodny wybór. To bowiem, do czego ludzie zostają zmuszeni torturami, wbrew swojemu początkowemu przekonaniu, nie powinno być uważane za świadomy czyn tych, którzy działają w strachu, lecz raczej ich katów.” [12]

Atanazy mógł się sprzeciwić i uznać ekskomunikę za nieważną

Mógł nazwać w kazaniach papieża antychrystem i mimo wszystko kontynuować swoją posługę. Zamiast tego, z racji wielkiej miłości, jaką żywił do Liberiusza, stawał w jego obronie. Jednocześnie, w trakcie swojej posługi kilkakrotnie udawał się na niesprawiedliwe wygnanie, zdając się tym samym na Opatrzność Bożą i naśladując naszego Pana, który „jak owca niema wobec strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich.” (Iz 53, 7).

Jedność między świętym a papieżem potwierdzał sam Liberiusz, pisząc:

„Jak możemy potępić człowieka, którego nie tylko jeden Sobór, ale drugi zebrany ze wszystkich stron świata uczciwie uniewinnił, a którego Kościół Rzymian odprawił w pokoju? Kto pochwali nasze postępowanie, jeśli odrzucimy pod jego nieobecność kogoś, kogo obecność wśród nas z radością powitaliśmy i dopuściliśmy do naszej wspólnoty?” [12]

W świetle tych faktów argument o „nowym Atanazym” upada. Święty nie budował struktur w opozycji do Rzymu i nie sprzeciwiał się Papieżowi. Żaden z żywotów Atanazego nie wspomina też, by udzielał on święceń biskupich na wygnaniu, ani też jego własne pisma tego nie sugerują. Bractwo z kolei odrzuca oficjalne nauczanie i prawo Kościoła, uznając własny osąd za ważniejszy od głosu Następcy Piotra.

Tam, gdzie św. Atanazy widział cierpiącego Ojca, Bractwo widzi „ojca obłąkanego” lub „pijanego kapitana statku”.

Co ciekawe, argumentacja oparta na błędach dawnych papieży wcale nie jest odkryciem „obrońców Tradycji”. Jako pierwsi posługiwali się nią protestanci, starając się za wszelką cenę podważyć katolicki dogmat o nieomylności i prymacie Piotra. Przez wieki katoliccy apologeci i święci doktorzy, jak Bellarmin, niestrudzenie pracowali nad obaleniem tych zarzutów, broniąc nieskalaności Stolicy Apostolskiej.

Dziś broń, którą niegdyś wymierzali w Kościół jego najwięksi wrogowie, została podniesiona przez tych, którzy mienią się jedynymi obrońcami Tradycji. To, co dla protestanckiego reformatora było narzędziem buntu, dla dzisiejszego tradycjonalisty stało się „katolickim obowiązkiem”, co każe zadać pytanie:

Czy można bronić Kościoła metodami, które mają na celu podważenie jego fundamentów? 

W tym właśnie miejscu tak pojmowana „obrona Tradycji” zaczyna zaprzeczać samej sobie. Nie można bowiem chronić gmachu, podkopując fundament, na którym on stoi. Uznając własną interpretację przeszłości za instancję wyższą niż żywe Magisterium, Bractwo wchodzi na ścieżkę, którą wieki temu wytyczyli ci, którzy odrzucili prymat Piotra.

Utrzymywanie, że Kościół powszechny (Papież i zjednoczeni z nim biskupi) poważnie zbłądził w swoim oficjalnym nauczaniu, stanowi otwartą negację dogmatu o niezniszczalności Kościoła. Taka teza czyni z Chrystusa kłamcę, który obiecał, że „bramy piekielne Go nie przemogą” i nie dotrzymał słowa. Z kolei tworzenie narracji o Kościele heretyckim, zinfiltrowanym, skażonym błędami sprawia, że Kościół ten staje się zupełnie niewiarygodny i nieatrakcyjny dla ewentualnych konwertytów.

To, co Bractwo nazywa dziś „obroną Tradycji”, papież Pius IX określił mianem bluźnierstwa, potępiając tych, którzy, jak pisał w Etsi Multa:

„Zuchwale twierdzą, że Biskup Rzymski i wszyscy biskupi (…) popadli w herezję, gdy zatwierdzili i wyznali definicje Powszechnego Soboru Watykańskiego. Dlatego też negują również niezniszczalność Kościoła i bluźnierczo głoszą, że upadł on na całym świecie, a jego widzialna Głowa i biskupi zbłądzili”

Jeśli, jak twierdzi Bractwo, Arka Zbawienia stała się siewcą trucizny błędu na ponad 60 lat, to obietnica Chrystusa: „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” również była fałszywa. Czy wiarygodna jest wizja, w której Duch Święty raz udziela asystencji Namiestnikom Chrystusa, a innym razem ich jej pozbawia? Taka wizja Papiestwa, w której Piotr jest sypkim piaskiem, zamieniającym się w Skałę tylko na rzadkie momenty definicji ex-cathedra, by zaraz potem znów wrócić do błędu, jest nie do pogodzenia z katolicką nauką o Bożej asystencji. Jest to koncepcja czysto ludzka, która ignoruje nadprzyrodzony charakter urzędu Piotrowego. Jak pisał Suárez:

„skoro Bóg obiecał, że papież nigdy nie zbłądzi w swoich definicjach – On sam zapewnił, że taki heretycki papież nigdy nie zaistnieje. A skoro do tej pory nigdy go w Kościele nie było, należy w konsekwencji uznać, że z postanowienia i opatrzności Bożej istnieć on nie może” [13]

Słowem, żaden Papież nie może w oficjalnym nauczaniu zbłądzić ani wprowadzić w błąd. Gdyby bowiem widzialna Głowa Kościoła, Wikariusz Chrystusa, poważnie zbłądził, Kościół nie byłby niezniszczalny. Jego Głowa, a jednocześnie jego fundament, uległby zepsuciu. Taka sytuacja jest sprzeczna z odwiecznym nauczaniem Kościoła.

Przytoczymy tylko kilka przykładów:

Papież Pelagiusz II: „Wiecie bowiem, jak Pan oświadcza w Ewangelii: ‘Szymonie, Szymonie, oto szatan pożądał was, aby was przesiać jak pszenicę, lecz Ja prosiłem Ojca za tobą, aby nie ustała wiara twoja, a ty, nawróciwszy się, utwierdzaj braci twoich’. Widzicie, umiłowani, że prawda nie może być sfałszowana, ani wiara Piotra nigdy nie może zostać zachwiana ani zmieniona”.

Papież Innocenty III, List Apostolski Sedis primatus: „Pan wyraźnie wskazuje, że następcy Piotra nigdy nie zboczą z drogi wiary katolickiej. Przeciwnie, będą pomagać błądzącym w powrocie i będą umacniać wahających się” (DS 775)

Papież św. Leon IX w liście do Piotra z Antiochii: „Bez wątpienia to tylko o nim Pan i Zbawiciel zapewnił, że modlił się, aby jego wiara nie ustała, mówiąc: «Ja prosiłem za tobą itd.» [Łk 22,32]. Taka czcigodna i skuteczna modlitwa sprawiła, że do tego momentu wiara Piotra nie ustała i nie można wierzyć, że kiedykolwiek ma ustać na jego tronie”.

Papież św. Gelazy I: „Tego właśnie Stolica Apostolska strzeże z całą swą mocą, ponieważ chwalebne wyznanie Apostoła jest korzeniem świata, tak że nie jest ona skalana żadną szczeliną przewrotności ani żadną zarazą.”

Papież św. Agaton: „…o którym zostanie udowodnione, że z łaski Boga Wszechmogącego nigdy nie zbłądził z drogi apostolskiej tradycji ani nie został skażony przez uleganie heretyckim innowacjom, lecz od początku otrzymał wiarę chrześcijańską od swoich założycieli, książąt Apostołów Chrystusa, i pozostaje nieskalany aż do końca”.

To, co dla Papieży było logicznie niemożliwe, Arcybiskup Lefebvre uczynił fundamentem swojego oporu, otwarcie stawiając hipotezę o papieżu-heretyku mówiąc:

„Nie wiem czy nadszedł czas by powiedzieć, że papież jest heretykiem (…) Być może po tym słynnym spotkaniu w Asyżu, być może będziemy musieli stwierdzić, że papież jest heretykiem, jest apostatą. Teraz nie chcę jeszcze powiedzieć tego formalnie i uroczyście, ale na pierwszy rzut oka wydaje się, iż jest niemożliwością by papież był formalnie i publicznie heretykiem. (…) Tak więc jest możliwe, że możemy zostać zmuszeni do stwierdzenia, że ten papież nie jest papieżem”. ~ Abp Lefebvre, Wypowiedzi z 30 marca i 18 kwietnia 1986 roku, opublikowane w The Angelus, lipiec 1986

Paradoksem jest, że ci, którzy oskarżają Papieży o nauczanie poważnych błędów w wierze, sami dopuszczają się herezji, publicznie oskarżając papieży o najpoważniejsze grzechy i niszczenie Kościoła.

Oskarżanie Papieża o wprowadzanie błędów niszczących wiarę to uderzenie w sam fundament jedności

To nie poszczególni wierni czy pojedynczy kapłani, lecz Papieże mają mandat do rozstrzygania, co jest prawdą, a co fałszem. Bycie katolikiem nie daje nikomu „nadprzyrodzonego instynktu”, który pozwalałby stawiać własne osądy ponad nauczaniem Następcy Piotra. I podczas gdy Papież ma nieustanną pomoc Ducha Świętego poprzez papieskie charyzmaty, papiescy krytycy (choć często wypowiadają się jakby posiadali co najmniej charyzmat nieomylności) zdecydowanie nie posiadają tych samych darów co on. Jak pisał papież Agaton:

„Pod tarczą ochronną Piotra, ten jego Kościół Apostolski nigdy nie zboczył z drogi prawdy w żadnym kierunku błędu, a jego autorytet — jako Księcia wszystkich Apostołów — cały Kościół katolicki oraz synody ekumeniczne wiernie przyjmowały i we wszystkim naśladowały. Wszyscy czcigodni Ojcowie przyjęli jego apostolską naukę, dzięki której zajaśnieli jako najznamienitsze światła Kościoła Chrystusowego; święci i prawowierni doktorzy czcili ją i za nią podążali, podczas gdy heretycy zwalczali ją fałszywymi oskarżeniami i pogardliwą nienawiścią. ~ Konstantynopol III, List papieża Agatona

Negacja faktu niezawodności Kościoła jest nie tylko pogwałceniem zasad logiki, lecz przede wszystkim zdradza brak wiary w Bożą Opatrzność. Skoro nasz Zbawiciel obiecał, że wiara Piotra nie ustanie, wynika z tego, że wiara Chrystusa stanowi zabezpieczenie dla wiary Piotra, co gwarantuje jej wolność od jakichkolwiek poważnych błędów.

Ci, którzy ośmielają się temu przeczyć, wydają się zapominać, że Bóg Wszechmogący potrafi wyprowadzić dobro nawet z najtrudniejszych okoliczności. Pius IX na początku pontyfikatu był powszechnie uważany za „liberała”. Jednak łaska stanu uczyniła go gorliwym obrońcą Kościoła i autorem „Syllabusa Errorum”. Jeśli Bóg mógł tak pokierować historią wtedy, to czy dziś miałby nagle nie dać sobie rady z „infiltracją masońską” w Kościele? Przytoczmy słowa samego Piusa IX z listu In Terra Pax Hominibus:

„Czyż to nie przez Stolicę Księcia Apostołów, mianowicie przez Kościół Rzymski, tak za sprawą samego Piotra, jak i jego następców, nie zostały potępione, odrzucone i zwyciężone wymysły wszystkich heretyków? I czyż to nie dzięki niej serca braci zostały utwierdzone w wierze Piotra, która jak dotąd nie zawiodła i nie zawiedzie aż do końca?”

Negacja faktu niezawodności Kościoła jest wreszcie umniejszaniem potęgi łaski stanu, która czuwa nad urzędem Piotrowym i potrafi odmienić serce nawet największego grzesznika, czyniąc go niezłomnym stróżem depozytu wiary – czego wymownym przykładem pozostaje postać papieża Wigiliusza.

Przed pontyfikatem spiskował przeciw prawowitemu papieżowi, a jako antypapież nauczał błędu. Jednak po śmierci papieża Sylweriusza Kościół zaakceptował go jako prawdziwego papieża i jak pisze Bellarmin:

„Od tego momentu u Wigiliusza nie odkryto ani błędu… lecz najwyższą stałość w wierze. Albowiem wraz z pontyfikatem otrzymał on moc wiary i zmienił się ze słabej plewy w najtwardszą skałę” [14]

Mimo że Wigiliusz przed ważnym wyborem na papieża był uzurpatorem i spiskowcem, współwinnym śmierci papieża oraz winnym szerzenia herezji, jego pontyfikat udowadnia siłę asystencji Ducha Świętego. Wszystkie jego błędy przeciwko wierze ustały w momencie legalnego objęcia władzy kluczy. Jako prawowity następca św. Piotra nigdy nie skaził oficjalnego nauczania poważnym błędem, co potwierdza nadprzyrodzony charakter rzymskiego prymatu.

W istocie, charyzmat Piotrowy jest niezależny od osobistych przymiotów człowieka, gdyż to nie człowiek, lecz Duch Święty gwarantuje czystość doktryny. Zaprzeczenie tej asystencji w odniesieniu do współczesnych papieży jest więc w istocie zaprzeczeniem dogmatu o niezniszczalności Kościoła.

Nie można wybiórczo stosować obietnic Chrystusa do wybranych okresów historycznych.

Prawdziwa jedność z Kościołem wymaga uznania, że to Piotr jest sędzią naszych przekonań, a nie nasze przekonania sędzią Piotra. Ubi Petrus, ibi Ecclesia – Gdzie Piotr, tam Kościół.

Kończąc ten punkt, warto jeszcze raz podkreślić paradoks: czy to możliwe, aby przez blisko dwa tysiące lat Chrystus skutecznie chronił następców św. Piotra od błędu, a po roku 1960 nagle skapitulował przed potęgą modernizmu? Ktoś, kto stawia taką tezę, de facto podważa Boską naturę Kościoła. A jednak tych, którzy nauczają takich herezji, nazywa się dziś tymi, którzy jako jedyni głoszą „czystą naukę”. 

Jeszcze niedawno wydawało nam się, że skoro dzięki Łasce odkryliśmy „perłę” Tradycji, to naszym obowiązkiem jest strzec jej za wszelką cenę. Wierzyliśmy, że tragiczna sytuacja Kościoła wymaga od nas radykalnych kroków i bezwzględnej stanowczości; te same postawy podziwialiśmy u Księży Bractwa, widząc w nich jedynych nieugiętych obrońców Wiary.

W tym wszystkim utwierdzały nas „charyzmatyczne” słowa przełożonego dystryktu, x. Karola Stehlina, który w książce „Gwiazda przewodnia czasów ostatecznych” kreśli obraz posłuszeństwa radykalnie sprzeczny z katolicką nauką. Zacytujemy dłuższe fragmenty. W rozdziale o posłuszeństwie x. Karol pisze:

„Przede wszystkim musimy zrozumieć, na czym polega posłuszeństwo. Należy być posłusznym tym, którzy są prawowitym głosem woli Bożej. Czy jednak przełożony może wymagać od nas, żebyśmy mówili czy robili coś, co sprzeciwia się Bożej woli? Zasada posłuszeństwa jest następująca: jeśli wyraźnie widzimy, że duchowni sprzeciwiają się woli Bożej, musimy wybrać Boga i Jego wolę, nawet za cenę utraty życia. Gdybyśmy rozpoznali ich życzenie czy rozkaz jako grzeszne lub stojące w jawnej opozycji wobec woli Boga, musielibyśmy odmówić, gdyż lepiej jest «słuchać bardziej Boga niż ludzi»”.

Na pierwszy rzut oka, wydaje się to logiczne. Jednak powiązanie tego z kontekstem Bractwa – czyli z trwałym buntem przeciw Następcy Piotra, przez którego, jak pisał papież Leon XIII, najwyraźniej na świecie objawia się głos Pana Boga – jest de facto zaproszeniem i usprawiedliwieniem dla systemowego nieposłuszeństwa. To jednak tylko wstęp do budowania narracji o „wybranej mniejszości”, która jako jedyna posiada klucz do prawdy:

„Pełne zrozumienie obecnego kryzysu jest szczególną łaską i przywilejem. Można nawet powiedzieć, że jest to połączenie wielu łask, które możemy zyskać przez kontakt z mądrymi kapłanami bądź wiernymi, literaturą, kinem i innymi środkami, które mogą być pomocne w odkryciu Tradycji katolickiej. Motywacja do poszukiwania prawdy, stanowcze dążenie do bycia dobrze poinformowanym, a także umiejętność znalezienia miejsc, gdzie jest odprawiana tradycyjna Msza święta, same w sobie są wielkimi przejawami działania łaski, porównywalnymi w pewien sposób do tych łask i przywilejów, których dostąpiły dzieci w Fatimie. Czy to oznacza, że ci, którzy nie otrzymali łaski i nie zostali wystarczająco oświeceni, aby znaleźć tę «ukrytą perłę», będą odrzuceni? Większość tradycyjnych katolików potrzebowała niemało czasu, żeby odpowiedzieć na tę łaskę i wcale nie mniej, żeby właściwie rozpoznać zatrute owoce II Soboru Watykańskiego i nowej Mszy. W chwili otrzymania takiej łaski trzeba odpowiedzieć na Boże wezwanie i wziąć odpowiedzialność za swoją współpracę z tą łaską bądź za jej odrzucenie”.

Powyższe słowa to w istocie mechanizm gnostycki: zbawienne „oświecenie” staje się udziałem tych, którzy mają dostęp do „właściwej” literatury i „mądrych kapłanów”. To poczucie elitarności idzie w parze z całkowitym ubezwłasnowolnieniem wiernego w relacji z hierarchią Kościoła, którą zastępuje się autorytetem przełożonych Bractwa:

„Niepokalana chce nam dać do zrozumienia, że możemy mieć istotny wpływ na papieża. (…) Nie powinniśmy jednak pokładać nadziei w rozwiązaniach przyrodzonych. Co więcej, niemal wszyscy z nas to zwykli ludzie, którzy nie mają dostępu do hierarchów Kościoła. To zadanie powinniśmy zostawić tym, którym Bóg powierzył reprezentowanie Tradycji w Watykanie – to znaczy przełożonym Bractwa, którzy otrzymali niezbędne łaski stanu do zajmowania się tak trudnymi sprawami. Z drugiej strony musimy wierzyć, że podążając za przykładem Hiacynty i pozostałej dwójki dzieci (…) możemy nieskończenie więcej uczynić dla papieża i Kościoła niż poprzez zaangażowanie w sprawy, które wykraczają poza nasze kompetencje”.

Według x. Karola wierny ma się modlić, ale „trudne sprawy” i ocenę, co jest Tradycją, ma zostawić przełożonym FSSPX, bo to oni rzekomo posiadają „łaski stanu” do reprezentowania Tradycji. To uderzający paradoks: odmawia się łask stanu Papieżowi, a przypisuje się je biskupom i księżom bez misji!

Albo x. Karol ma rację, albo rację ma Leon XIII

…który uczył, że harmonia umysłów wymaga „zupełnego poddania woli pod wolę Kościoła i wolę rzymskiego Papieża, tak jak pod wolę Boga”. Papież ten w encyklice Satis Cognitum przypominał:

„Władza ta ma mieć tak wielką moc i zakres, że jakiekolwiek jej dekrety będą decyzjami Boga”.

Jak mocno słowa przełożonego dystryktu Bractwa kontrastują z nauką św. Józefa Sebastiana Pelczara:

„Wie o tym Kościół, dlatego biskupowi każe składać przysięgę posłuszeństwa dla papieża, kapłana zaś pyta się przy święceniu ustami biskupa: «Czy przyrzekasz mnie oraz moim następcom szacunek i posłuszeństwo?» Kto tę obietnicę złożył, winien przez całe życie posłusznym być swojemu biskupowi, a stąd czynić, co on przepisuje, iść dokąd iść każe, strzegąc się nie tylko oporu lub głośnego szemrania, ale także cichej skargi i złośliwej krytyki”. [15]

I dalej pisze biskup Pelczar:

„Pan Bóg cały ład świata oparł na posłuszeństwie (…) przede wszystkim żąda posłuszeństwa dla władzy duchownej i już w Starym Zakonie ogłosił ustami Samuela: Lepsze jest posłuszeństwo niźli ofiary, a nawet Datana, Korę i Abirona śmiercią ukarał, bo podnieśli bunt przeciw posłannikom Jego. Kiedy sam Syn Boży przyszedł na ziemię (…) kazał słuchać Kościoła uczącego i rządzącego i dodał: Kto was słucha, mnie słucha – ale zostawił ludziom najdoskonalszy wzór posłuszeństwa; był bowiem posłusznym Ojcu Niebieskiemu, posłusznym swej Matce i swemu Opiekunowi, posłusznym nawet cesarzowi rzymskiemu, nawet starszyźnie żydowskiej, nawet Piłatowi, nawet swoim katom – posłusznym we wszystkim i aż do śmierci krzyżowej. (…) I któryż kapłan odmówi teraz posłuszeństwa tym, których Duch Święty postanowił, by rządzili Kościołem Bożym?

Posłuszeństwa tego wymaga wzgląd na dobro Kościoła. Kościół jest mistycznym ciałem Chrystusowym; jako więc w ciele ludzkim wszystkie członki podlegają głowie, tak i w Kościele wierni mają słuchać kapłanów, kapłani z wiernymi biskupów, wszyscy Ojca św. (…) jako więc siłą wojska jest ścisła karność, tak siłą Kościoła jest doskonałe posłuszeństwo”. [15]

Gnoza Bractwa oferuje „ukrytą perłę” wiedzy dostępną dla nielicznych, która rzekomo uprawnia do długotrwałego sprzeciwu wobec Stolicy Apostolskiej. Tradycja katolicka, ustami św. biskupa Pelczara i papieży, oferuje perłę posłuszeństwa, które nie boi się nawet niesprawiedliwego wyroku, ufając Bożej Opatrzności.

Jak bardzo wizja obrony wiary prezentowana przez Bractwo różni się od tej, którą w Encyklice Vehementer Nos zostawił nam św. Pius X:

„Jeśli chcecie się podjąć obrony wiary w najbardziej wartościowy sposób i sprostać temu wytrwale i owocnie (…) musicie być ściśle zjednoczeni z tymi, których szczególnym urzędem jest strzeżenie religii, czyli z waszymi kapłanami, biskupami, a ponad wszystko ze Stolicą Apostolską, która jest sworzniem wiary katolickiej i ze wszystkim, co może być czynione w Jej imię. Tak uzbrojeni na bój, idźcie bez lęku bronić Kościoła.”

Błąd 2

Jeszcze niedawno wydawało nam się, że jeśli posoborowe dokumenty Magisterium wydają się być sprzeczne z nauczaniem przedsoborowym, to posłuszeństwo Papieżowi byłoby w takim przypadku ślepym posłuszeństwem. Naszym obowiązkiem jest bowiem przede wszystkim słuchać Boga, a dopiero potem ludzi.

Świadczą za tym słowa Arcybiskupa Lefebvre spisane w Le Figaro 4 sierpnia 1976 roku:

„Sądzimy, że możemy stwierdzić na podstawie samej wewnętrznej i zewnętrznej krytyki Vaticanum II, tj. przez analizowanie tekstów i studiowanie tajników Soboru, że z powodu odwrócenia się od Tradycji i zerwania z Kościołem przeszłości jest to sobór schizmatycki”.

Ale z drugiej strony Leon XIII w Epistola Tua pisał:

„…daleki od szczerości jest dowód uznania, który stawia jakiś rodzaj sprzeczności między jednym Papieżem a drugim. Ci, którzy, postawieni przed dwoma różnymi kierunkami, odrzucają obecny, by utrzymywać przeszły, nie dają dowodu posłuszeństwa autorytetowi, który ma prawo i obowiązek rządzenia nimi; w pewien sposób przypominają oni tych, który, otrzymawszy ekskomunikę, chcieliby odwołać się do przyszłego soboru albo lepiej poinformowanego Papieża.”

A Paweł VI podczas konsystorza 24 maja 1976 roku dodał:

„Bolesne jest to zauważyć: ale jakże nie widzieć w tej postawie – jakiekolwiek byłyby intencje tych ludzi – że stawiają się oni poza posłuszeństwem i komunią z Następcą Piotra, a zatem z Kościołem?” [16]

Jak wykazaliśmy w poprzednim rozdziale, Papieże – niezależnie od tego, czy mówimy o Piusie V, Piusie X czy Janie Pawle II lub Franciszku – posiadają charyzmat prawdy i nigdy nieustającej wiary. Jak nauczał Pius XII w Humani Generis, dotyczy to nie tylko ich nieomylnych definicji, ale każdego nauczania na temat wiary i moralności:

„Nie wolno też sądzić, że treści Encyklik nie wymagają same przez się uległości, skoro w nich Papieże nie sprawują swej najwyższej władzy nauczania. Uczą one bowiem na podstawie zwyczajnego posłannictwa Urzędu Nauczającego, do którego również odnoszą się słowa: ” Kto was słucha, mnie słucha” ( Łk 10,16). (…) Razem bowiem ze świętymi źródłami Bóg dał Kościołowi Władzę Nauczania żywego, aby także wyjaśniać i wydobywać z depozytu wiary to, co zawiera się w nim w sposób niejasny i jakby pośredni. A autentyczne wykładanie tego depozytu powierzył Zbawiciel nie poszczególnym wiernym, ani nawet teologom, lecz Władzy Kościoła Nauczającego.”

W tym kontekście upada popularna w Bractwie teza, jakoby „pastoralny” charakter Soboru Watykańskiego II czy brak definicji ex cathedra zwalniały katolika z obowiązku uległości papieżowi.  Przeciwnie – nauczanie to, jako podawane przez żywy Urząd Nauczycielski pod przewodnictwem Następcy Piotra, domaga się od nas religijnego posłuszeństwa rozumu i woli. Jeśli bowiem zaczęlibyśmy dzielić naukę Kościoła na tę, której musimy słuchać, i tę, którą możemy zignorować na podstawie własnych analiz, to fundamentem naszej wiary przestaje być Bóg, a staje się nasz własny osąd.

Podobnie z Mszą świętą, często słyszeliśmy, że Papież nie ma prawa zmieniać obrzędów, które trwały wieki. Tymczasem Pius XII w encyklice Mediator Dei wyraźnie nauczał, że:

„Regulowanie bowiem św. liturgii zależy – jak powiedzieliśmy – jedynie od postanowień i zarządzeń Stolicy Apostolskiej.”

Ta władza nad liturgią i dyscypliną wynika z faktu, że Kościół jest instytucją Boską, a nie czysto ludzką, która z czasem mogłaby się zepsuć lub wymagać naprawy przez osoby prywatne. Grzegorz XVI w Mirari Vos potępił takie myślenie z całą surowością:

„Jest absurdalne i wielce dlań szkodliwe domagać się w nim jakiegoś odrodzenia i reformy rzekomo potrzebnej do jego własnego ocalenia czy wzrostu, jakby to Kościół mógł ulegać zaciemnieniu, zbłądzeniu lub tym podobnym brakom.”

Dlatego musimy zrozumieć, że ta sama asystencja Ducha Świętego, która chroni Papieża, gdy wyjaśnia on depozyt wiary w nowych okolicznościach czasu, chroni go również, gdy zarządza on odnowę Kościoła czy zmiany w liturgii.

Jak wyjaśnia podręcznik Dogmatyki x. Tylki z 1900 roku:

„Zakres nieomylności obejmuje także przepisy karności Kościelnej (…) Przez „karność” czyli „dyscyplinę” rozumiemy to wszystko, co Kościół ustanowił odnośnie do czci Boga należnej i do życia chrześcijańskiego. Tu więc należą obrzędy, używane przy sprawowaniu Sakramentów świętych (…) Mówiąc tu o nieomylności, nie chcemy powiedzieć, że każdy z tych przepisów musi być uważany za coś doskonałego i niezmiennego i że każdy będzie dla wszystkich ludów i czasów pożyteczny i niezbędny; twierdzimy tylko, iż Kościołem przy takich postanowieniach kieruje Duch św., który nie dopuści, żeby Kościół postanowił coś przeciwnego wierze i dobrym obyczajom.

Zasada ta stanowi fundament katolickiego zaufania do prawodawstwa Kościoła. Tymczasem w obliczu tak jednoznacznego nauczania, Bractwo obiera drogę przeciwną, podważając samą legalność papieskich decyzji. Przykładem tego są próby kwestionowania, czy zatwierdzenie nowego porządku Mszy świętej przez Pawła VI zostało dokonane w sposób formalnie poprawny i prawnie wiążący.

To sugeruje, że najwyższy Prawodawca mógłby zostać spętany przez własne przepisy procesowe do tego stopnia, by nie móc sprawować władzy kluczy, lub że Duch Święty pozwoliłby, aby Kościół przez pół wieku trwał w błędzie z powodu rzekomego niedopatrzenia urzędniczego przy publikacji dokumentu. Taka postawa to nic innego jak próba postawienia litery prawa kościelnego ponad samym źródłem tegoż prawa, którym na ziemi jest Papież.

Warto w tym miejscu zdemaskować jeszcze jedno fałszywe i niezwykle niebezpieczne w dzisiejszych czasach przekonanie, które stało się szczególnie popularne w grupach tradycjonalistycznych po publikacji przez papieża Franciszka Motu Proprio Traditionis Custodes. Głosi ono, że obecnie urzędujący papież nie może zmieniać decyzji swoich poprzedników.

Takie myślenie uderza w samą naturę urzędu Piotrowego

Jeśli obecny Następca Piotra nie mógłby, prowadzony natchnieniami Ducha Świętego, swobodnie zarządzać liturgią i dyscypliną, oznaczałoby to, iż współcześni papieże posiadają mniejszą władzę niż ci żyjący wieki temu. Podczas gdy władza kluczy, choć sprawowana przez człowieka, pochodzi od samego Chrystusa i jako taka nie podlega przedawnieniu ani umniejszeniu z upływem czasu. 

Największym paradoksem jest fakt, że próby tego rodzaju ograniczenia autorytetu Piotrowego – co samo w sobie jest formą uzurpacji – podejmują najczęściej osoby, które nie posiadają żadnej władzy rządzenia Kościołem. Ani kapłan, ani biskup, ani nawet kardynał nie ma prawa kwestionować ani umniejszać władzy, którą Papież otrzymał bezpośrednio od Boga, co potwierdziła konstytucja Pastor Aeternus:

„Wyrok Stolicy Apostolskiej, nad której autorytet nie ma wyższej władzy, przez nikogo nie może być zmieniony, nikomu też nie wolno sądzić o jej wyroku”

Jasno wynika z tego, że w przypadku, gdy coś w nauczaniu Papieży wydaje się nam sprzecznością z poprzednim nauczaniem, musimy na wiarę przyjąć, że to my czegoś nie rozumiemy, a nie że Papież się myli. Jak pisał Pius XI w Casti Connubi:

„Żeby zatem nie jakieś zmyślone ani zniekształcone prawo, lecz prawdziwe i istotne prawa Bożego poznanie oświeciło umysły i kierowało obyczajami, do uległości i ochotnego posłuszeństwa wobec Boga trzeba dodać pokorne posłuszeństwo także wobec Kościoła.

To papież, a nie my, posiada charyzmat rozeznawania ciągłości Tradycji. Jak przypominał Grzegorz XVI w Quo Graviora:

Władza osądzania konieczności zmian w zależności od różnych okoliczności musi należeć wyłącznie do Biskupa Rzymu, którego Chrystus ustanowił głową całego Kościoła, jak pisze św. Gelazy: „Utrzymujcie w równowadze dekrety kanonów, rozważajcie nauki poprzedników, aby to, czego wymagają potrzeby czasów dla odnowy Kościołów słabszych, było rozpatrywane z należytą ostrożnością”.

Kwestię tę klarownie wyłożył również Leon XIII w encyklice Sapientiae Christianae o obowiązkach Katolików wobec Kościoła:

„Kto bowiem uznaje naukę Kościoła jako nieomylną regułę i normę wiary swej, ten z pewnością przyjmie wszystko to, czego uczy Kościół, bo gdyby według własnego rozpoznania i upodobania chciał wybierać w naukach Kościoła, aby w jedno wierzyć, a w drugie nie wierzyć, natenczas z konieczności opuściłby naukę Kościoła jako nieomylną normę wszelkiej wiary, a poszedłby w końcu jedynie za własną swą wolą.”

Wspomniana wyżej encyklika Casti Connubii rzuca dodatkowe światło na to niebezpieczeństwo, piętnując pokusę kierowania się własnym osądem wbrew autorytetowi Kościoła:

„Niech więc wierni mają się na baczności, by (…) nie ufali zbytnio własnemu sądowi i fałszywie pojętej wolności rozumu, czyli tzw. „autonomii” uwieść się nie dali.

Nie można bowiem pogodzić z mianem prawdziwego chrześcijanina, by ktoś tak zuchwale rozumowi swemu ufał, że niczego za prawdę uznać, nie chce, czego sam z istoty rzeczy nie poznał, a Kościół, powołany przez Boga do nauczania i rządzenia wszystkich narodów, uważał za mniej obeznany w nowoczesnych kwestiach i prądach albo z uległością przyjmował tylko te prawdy, które Kościół, jak wspomnieliśmy, uroczyście ogłosił, jak gdyby poza tym wolno mu było słuszne mieć przekonanie, że pozostałe dekrety: albo błędy zawierają, albo też względami prawdy i obyczajów nie dość są uzasadnione.

Przeciwnie, znamieniem jest prawdziwego chrześcijanina, uczonego czy nieuczonego, że we wszystkich sprawach wiary i obyczajów chętnie kieruje i orientuje Świętym Kościołem Bożym przez Najwyższego Pasterza jego, Rzymskiego Papieża, którym znowu kieruje Pan Nasz, Jezus Chrystus.

Czy ci papieże zachęcali do „ślepego posłuszeństwa”?

Jeśli rozumiemy przez to bezwarunkową ufność w Bożą asystencję nad urzędem Piotrowym – to dokładnie TAK.

Termin ten wymaga jednak istotnego doprecyzowania: nie oznacza on ślepoty na ludzkie słabości czy prywatne grzechy papieża, który – jak każdy człowiek – pozostaje istotą skażoną grzechem. Posłuszeństwo to odnosi się wyłącznie do religijnej uległości wobec jego oficjalnego nauczania w kwestiach wiary, moralności i dyscypliny. Zaufanie każdemu innemu autorytetowi, który podważa decyzje Papieża, jest o wiele bardziej „ślepe”.

Często przywoływany przez środowiska FSSPX przykład św. Pawła, który sprzeciwił się Piotrowi, „bo na to zasłużył”, opiera się na nie zrozumieniu różnicy między działaniem jako papież, a działaniem jako prywatna osoba. Piotr w Antiochii, odsuwając się od stołu pogan, nie działał w sposób magisterialny – działał jako osoba prywatna. Choć Kościół wymaga posłuszeństwa rozumu i woli wobec oficjalnego nauczania, prywatne czyny biskupa czy papieża nie są wolne od błędu, zwłaszcza gdy – tak jak w przypadku Piotra – są sprzeczne z jego własną, magisterialną decyzją ogłoszoną wcześniej na Soborze jerozolimskim.

Jednak nawet jeśli nie każdy akt papieski jest objęty dogmatem nieomylności, to powszechne nauczanie Kościoła i jego powszechna dyscyplina (prawa, liturgia) cieszą się asystencją Ducha Świętego i nie mogą być szkodliwe dla zbawienia. Jak pisał św. Augustyn:

„Kościół ani nie zatwierdza, ani nie przyjmuje milcząco, ani nie czyni nic takiego, co jest przeciwne wierze albo dobremu życiu.” [17]

Wprost uderza to w dzisiejszą narrację o „szkodliwości” nowej Mszy, gdyż…

Sobór Trydencki jednoznacznie potępił odrzucanie zatwierdzonych przez Rzym form kultu.

Dokument ten nakłada anatemę na każdego, kto ośmieliłby się twierdzić, że obrzędy Kościoła mogą zagrażać wierze:

„Gdyby ktoś mówił, że obrzędy, szaty i znaki zewnętrzne, których używa przy sprawowaniu Mszy Kościół katolicki, są bardziej podnietą do bezbożności niż pełnieniem pobożności – niech będzie wyklęty.”

Dzięki precyzyjnej i jasnej doktrynie Soboru Watykańskiego I zdefiniowaną w Pastor Aeternus, mamy pewność, że to sam Chrystus chroni swój Kościół przed sytuacją, w której Papież nałożyłby na wiernych obowiązek wierzenia w błąd lub działałby na szkodę dusz.

Niezachwiana pewność co do nauki Kościoła nie oznacza, że zawsze będzie ona łatwa do zrozumienia. Wzór takiej próby wiary pozostawił nam sam Chrystus. Kiedy w 6. rozdziale Ewangelii Jana wykładał naukę o Eucharystii, wielu słuchaczy uznało to za nielogiczny skandal, mówiąc: „Trudna jest ta mowa, któż jej słuchać może?”. Czy Jezus rzucił się za nimi w pogoń? Czy zaczął odpowiadać na każde dubia, by dowieść, że Jego słowa pasują do ich dotychczasowej interpretacji Pisma? Przeciwnie – pozwolił im odejść, mimo pełnej świadomości, że odrzucenie Jego nauki może nieść za sobą tragiczne konsekwencje dla ich zbawienia.

Po czym zapytał Apostołów: „Czy i wy chcecie odejść?”. Odpowiedział św. Piotr: „Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego”.

Piotr nie powiedział, że wszystko zrozumiał

Po prostu „ślepo” uwierzył Temu, który mówi. Pan Jezus i Jego Kościół wymagają od nas właśnie takiej wiary – opartej na Boskim autorytecie Kościoła Nauczającego, a nie na naszych własnych osądach, prywatnych analizach historycznych czy pomysłach na to, jak Kościół „powinien” wyglądać. Jak nauczał Sobór Laterański V:

„Wynika z konieczności zbawienia, że wszyscy wierni Chrystusa mają być poddani Biskupowi Rzymu”.

Jeżeli przyjmiemy, że następca Piotra może poważnie zawieść w sprawach wiary, to wymóg poddania się jego autorytetowi staje się absurdem. Jaki sens miałaby zasada, że jedność z papieżem jest niezbędna do zbawienia, skoro on sam mógłby stać się źródłem doktrynalnego zagubienia? Jedno wyklucza drugie.

Nieporozumieniem jest również twierdzenie, że „prawdziwe posłuszeństwo” należy się tylko Bogu i że wierni mogą i muszą być nieposłuszni papieżom i soborom, ilekroć sami uznają, że ich własne rozumowanie jest słuszne, a Kościoła błędne, skoro Leon XIII w Satis Cognitum pisał:

„Słowa te o związywaniu i rozwiązywaniu oznaczają władzę ustanawiania praw, a także rozsądzania spraw i karania. Władza ta ma mieć tak wielką moc i zakres, że jakiekolwiek jej dekrety będą decyzjami Boga. Jest to więc najwyższa i samodzielna władza, która nie ma wyższej od siebie na ziemi i obejmuje wszystko: cały Kościół i to, co zostało powierzone Kościołowi.”

Jakże błądzą ci, którzy próbują doszukiwać się w nauczaniu Kościoła jakichś „furtek” pozwalających na opór. Nie są oni w stanie wskazać ani jednego dowodu z Magisterium, który dawałby osobie prywatnej prawo do filtrowania decyzji Rzymu. Niech odpowiedzią dla nich będą słowa papieży, którzy z prawdziwą troską o dusze przypominali o naturze tego poddania. Na czele ze św. Piusem X, który w 1912 roku nauczał:

„Dlatego też, gdy kochamy Papieża, nie ma dyskusji na temat tego, co on nakazuje lub czego wymaga, ani do jakiego stopnia musi sięgać posłuszeństwo, ani w jakich sprawach należy mu być posłusznym; kiedy kochamy Papieża, nie mówimy, że nie wyraził się wystarczająco jasno, prawie tak, jakby był zmuszony powtarzać do ucha każdemu wolę wyraźnie wyrażoną tyle razy nie tylko osobiście, ale listami i innymi publicznymi dokumentami; nie poddajemy w wątpliwość jego nakazów, dodając łatwy pretekst tych, którzy nie chcą być posłuszni – że to nie Papież rozkazuje, ale ci, którzy go otaczają; nie ograniczamy pola, na którym może i musi sprawować on swoją władzę;

nie stawiamy ponad autorytet Papieża autorytetu innych osób, choćby uczonych, którzy nie zgadzają się z Papieżem, a którzy, choć uczeni, nie są święci, ponieważ ten, kto jest święty, nie może nie zgadzać się z Papieżem.(…) To jest krzyk serca przepełnionego bólem, który z głębokim smutkiem wyrażam, nie ze względu na was, drodzy bracia, ale aby ubolewać wraz z wami nad postępowaniem tak wielu kapłanów, którzy nie tylko pozwalają sobie na debatowanie i krytykowanie życzeń Papieża, ale nie wstydzą się dochodzić do bezczelnego i jawnego nieposłuszeństwa, z takim skandalem dla dobrych i z tak wielką szkodą dla dusz.

Aby nikt nie łudził się, że przestrogi te dotyczą jedynie sfery uczuć, należy przypomnieć jednoznaczną definicję dogmatyczną, która wiąże sumienie każdego katolika. Pius IX w konstytucji Pastor Aeternus w następujący sposób określił zasięg i charakter podległości, jaką jesteśmy winni Stolicy Apostolskiej:

„Uczymy przeto i orzekamy: że Kościół rzymski z ustanowienia Pańskiego ma nad wszystkimi innymi Prymat zwyczajnej władzy, i że ta sądownicza rzymskiego Papieża władza, prawdziwie Biskupia, bezpośrednią jest, że wobec niej Pasterze i wierni jakiegokolwiek obrządku i godności tak z osobna pojedynczy, jak wszyscy razem związani są obowiązkiem hierarchicznej uległości i prawdziwego posłuszeństwa nie tylko w rzeczach wiary i obyczajów, ale i w tych, które się tyczą karności i zarządu Kościoła po całym świecie rozszerzonego, aby tym sposobem w przestrzeganiu jedności z rzymskim Papieżem już to obcowania, już to wyznawania tejże wiary, Kościół Chrystusowy jedną był trzodą pod jednym najwyższym Pasterzem.

Taka jest katolickiej prawdy nauka, od której nikt zboczyć nie może bez uszczerbku wiary i zbawienia.

Definicja ta nie pozostawia miejsca na subiektywne wyjątki, nawet w sytuacjach kryzysowych. Tragizm postawy arcybiskupa Lefebvre’a polegał właśnie na tym, że próbował on „ratować” Kościół wbrew woli jego Widzialnej Głowy. Ten sam mechanizm na chwilę przyćmił również wiarę apostołów. Oni przecież w Ogrójcu widzieli potęgę Chrystusa, przed którym nieprzyjaciele padali na twarz. A jednak uznali, że muszą działać na własną rękę. Porywczość św. Piotra, który odciął ucho Malchusa, była próbą ratowania Chrystusa ludzkimi metodami, wbrew woli Mistrza. Sięgnął po miecz, bo nie ufał, że Jezus panuje nad sytuacją.

Tę samą determinację widzimy w słowach Arcybiskupa Lefebvre’a z 1988 roku:

Dlatego też damy sobie środki do prowadzenia dzieła, które powierzyła nam Opatrzność”. [18]

Święty Maksymilian Kolbe, na którego często powołuje się Rycerstwo Niepokalanej tradycyjnej obserwancji prowadzone przez Bractwo, uczył jednak czegoś zupełnie innego o poddaniu się Bożej Opatrzności:

„Niepokalanów powstał i rozwijał się, i dalej rozwijać się będzie, na tym jedynym fundamencie – posłuszeństwie. Dlatego starajmy się pogłębiać tę cnotę, bo wtedy będziemy coraz bardziej Niepokalanej i Ona będzie coraz bardziej nami rządzić i całym Niepokalanowem.” 

Posłuszeństwo i ono jedynie jest tą drogą, która nam najpewniej, najbezpieczniej wolę Bożą objawia. Przełożony może się mylić, ale my, słuchając go, nie mylimy się nigdy.” [19]

Wybór własnego osądu zamiast posłuszeństwa Papieżowi wprowadził Bractwo na niebezpieczną drogę i stał się źródłem chwiejności: Arcybiskup jednego dnia podpisał porozumienie z Watykanem, by drugiego się z niego wycofać. Jednego dnia mówił: „gdybym konsekrował biskupa bez nieodzownego uprawnienia od papieża, byłbym schizmatykiem”…po czym rok później dokonał aktu święceń nie tylko bez uprawnienia, ale pomimo kanonicznego zakazu, głosząc jednocześnie, że robi to w obronie Kościoła.

Zamiast ufać Opatrzności, postawił na twarde żądania wobec Stolicy Apostolskiej.

Jak powiedział:

„Uważałem się za zobowiązanego do napisania listu grożącego przeprowadzeniem konsekracji biskupich, aby zdołać uzyskać datę 15 sierpnia”. [20]

Choć Papież wykazał się wyjątkową cierpliwością i był gotowy zatwierdzić jednego biskupa dla Bractwa, Arcybiskup nie chciał czekać. Wolał wyświęcić czterech biskupów 30 czerwca tego samego roku, zrywając tym samym jedność z Najwyższym Pasterzem.

Różnica między nim a św. Piotrem jest tragiczna: św. Piotr, usłyszawszy karcący głos Chrystusa w ogrójcu, odłożył miecz. Arcybiskup Lefebvre, mimo lat ojcowskich próśb i upomnień ze strony Pawła VI i Jana Pawła II, pozostał nieugięty w swoim uporze. Jak mówił w trakcie konferencji prasowej 15 czerwca 1988 roku:

„Tak więc jesteśmy ekskomunikowani przez modernistów, przez ludzi którzy zostali potępieni przez poprzednich papieży. Cóż zatem może to w rzeczywistości oznaczać? Jesteśmy potępieni przez ludzi, którzy sami zostali potępieni…”

Dziś Bractwo buduje legendę Arcybiskupa, tworząc filmy, które mają dowieść jego świętości. Pamiętajmy jednak o zasadzie, którą przypominał św. Pius X:

„Ten, kto jest święty, nie może nie zgadzać się z Papieżem”.

Zdajemy sobie sprawę, że dla wielu z Was te słowa brzmią boleśnie i niesprawiedliwie. Ale bądźmy uczciwi: skoro w kaplicach Bractwa pozwala się na zarzucanie Namiestnikom Chrystusa najcięższych zbrodni duchowych – herezji, schizmy czy bałwochwalstwa – to dlaczego nam odmawia się prawa do dostrzeżenia i nazwania po imieniu tragicznych błędów jednego biskupa, które to błędy odciągają wiernych od jedności z Papieżem, a więc Kościołem?

Powtarzamy więc za naszym Mistrzem: „Czy i Wy chcecie odejść?”

Błąd 3

Jeszcze niedawno wydawało nam się, że obrona Tradycji wymaga wyświęcenia biskupów, nawet bez zgody Papieża i o żadnych karach w tym przypadku nie może być mowy – zwłaszcza, że Abp Lefebvre nie przekazał biskupom jurysdykcji. 

Wierzyliśmy w tę narrację o „operacji przetrwania”. Księża tłumaczyli nam, że to wyłącznie przekazanie władzy święceń, bez przekazywania jurysdykcji. I że nie podważa to prawa Papieża do rządzenia, bo przecież nowi biskupi nie przejmują fizycznie władzy w diecezjach. Sądziliśmy, że skoro intencje są dobre, to łamane są jedynie ludzkie, kościelne przepisy, które w obliczu zagrożenia, kierując się zasadą „zbawienie dusz najwyższym prawem”, można naruszać.

Ta uspokajająca sumienie argumentacja traci jednak swoją moc, gdy zestawimy ją z faktami. Treść obrzędu sakr biskupich oraz jasne nauczanie papieży obnażają głęboki błąd tej teorii, wskazując, że stawką nie były tylko kościelne przepisy, ale sama integralność mistycznego Ciała Chrystusa.

Bractwo nauczyło nas postrzegać rzymskie zakazy jako złośliwą biurokrację

…którą można pominąć w imię wyższych celów. W tej optyce przestaliśmy dostrzegać, że prymat Piotra nie jest administracyjnym dodatkiem, lecz kręgosłupem, bez którego mistyczne Ciało Chrystusa rozpada się w proch. Leon XIII w encyklice Satis Cognitum przypomina, że usunięcie tego fundamentu oznacza nieuchronną katastrofę całej budowli:

„Z woli i nakazu Boga Kościół opiera się na błogosławionym Piotrze jak dom na fundamentach. (…) Jeśli fundament zostanie usunięty, cała budowla musi się zawalić. (…) Dlatego Boskim prawem wymagana jest jedność zarządzania, która doprowadza do skutku i dopełnia jedność wspólnoty”.

Pius XII w encyklice Ad Apostolorum Principis pisał jednoznacznie, że prawo święceń wynika z samej natury prymatu:

„W kanonach bowiem jasno i wyraźnie postanowiono, że do jednej Stolicy Apostolskiej należy osądzanie, czy ktoś nadaje się do godności i ciężaru biskupstwa, a Papieżowi Rzymskiemu przysługuje całkowita swoboda w nominowaniu biskupów. (…) Z tego, co powiedzieliśmy, wynika, że nikt nie może prawnie udzielić konsekracji biskupiej, jeśli nie otrzymał mandatu Stolicy Apostolskiej.”

Nie była to, jak niektórzy uważają nowość podyktowana sytuacją w Chinach. Pius VI już w 1791 roku w encyklice Charitas nauczał:

„Albowiem prawo wyświęcania biskupów należy tylko do Stolicy Apostolskiej, jak ogłasza Sobór Trydencki; nie może być przejęte przez żadnego biskupa lub metropolitę bez zobowiązania Nas do ogłoszenia schizmatykami zarówno tych, którzy wyświęcają, jak i tych, którzy są wyświęceni, unieważniając tym samym ich przyszłe działania.”

Zarówno słowa Piusa XII jak i Piusa VI zadają kłam tłumaczeniom Bractwa jakoby przekazanie wyłącznie władzy święceń (bez władzy jurysdykcji) było usprawiedliwione. To bowiem do samego papieża należy decyzja o przyjęciu biskupa do Kolegium lub jego odrzuceniu.

W środowisku Bractwa powszechnie przyjmuje się jednak narrację, według której wyłączność Papieża w szafowaniu sakry jest przepisem czysto ludzkim, a więc podlegającym zawieszeniu w stanie wyższej konieczności. Przekonuje się nas, że skoro „zbawienie dusz jest najwyższym prawem”, to złamanie papieskiego zakazu nie jest buntem przeciw Bogu, lecz odważnym aktem wiary w obliczu kryzysu.

Poglądu tego zdecydowanie nie podzielał Pius IX potępiając neo-schizmatyków w encyklice Quartus Supra i jasno stwierdzając, że prawo do mianowania biskupów wynika z prawa Bożego:

„Każdy bowiem łatwo rozumie, że od właściwego wyboru Biskupów zależy wieczna, a wraz z nią niekiedy doczesna szczęśliwość ludów; i że biorąc pod uwagę zwłaszcza okoliczności miejsc i czasów, należało o to zadbać w taki sposób, aby cały autorytet ustanawiania świętych Pasterzy został przywołany do Stolicy Apostolskiej, skąd wyszedł.(…)

Uznaliśmy, że o Naszym prawie do wyboru poza przedłożoną trójką kandydatów milczeć Nam nie wolno, aby nikt nigdy w przyszłych czasach nie przymuszał Stolicy Apostolskiej do rezygnacji z jego używania. Prawo to i obowiązek, nawet gdybyśmy milczeli, pozostałyby nienaruszone przy katedrze Najświętszego Piotra: prawa bowiem i przywileje dane jej przez samego Chrystusa Boga mogą być atakowane, ale nie mogą być obalone; i nie leży w mocy człowieka wyrzeczenie się prawa Bożego, którego niekiedy z woli samego Boga mógłby być zmuszony użyć.”

Wobec tak poważnych niespójności, Bractwo próbuje ratować swoją narrację

…przywołując, po pierwsze, przykład św. Euzebiusza z Samosaty, który w dobie kryzysu ariańskiego wyświęcał biskupów bez formalnej zgody oraz po drugie, powołując się na fakt, że do 1951 roku za święcenia bez zgody Rzymu groziła „tylko” suspensa, a nie ekskomunika.

W obu tych przypadkach Bractwo przemilcza kluczowe różnice:

Po pierwsze, św. Euzebiusz działał jako biskup posiadający misję kanoniczną w sytuacji, gdy lokalna hierarchia została całkowicie zniszczona przez heretyków, a kontakt ze Stolicą Apostolską był fizycznie niemożliwy. Jak pisał Dom Adrien Gréa w książce „O Kościele i jego Boskiej konstytucji” – na którą w sposób wybiórczy powołuje się również Bractwo dla usprawiedliwienia buntu Arcybiskupa – takie nadzwyczajne działanie jest dopuszczalne jedynie wtedy, gdy Kościoły partykularne są „obalone przez prześladowania, herezję lub jakąś poważną przeszkodę, która całkowicie unicestwia i tłumi działanie ich pasterzy”. Gréa wyraźnie ostrzega, że:

„Tak długo, jak stoi prawowita hierarchia Kościołów partykularnych, byłoby w sposób oczywisty nadużyciem i uzurpacją, gdyby biskup wkładał sierp w żniwo swego brata i obalał granice lokalnych jurysdykcji ustanowionych przez Ojców”.

Po drugie – i najważniejsze – czym innym jest wyświęcenie biskupa w sytuacji braku kontaktu z Rzymem (co czynił św. Euzebiusz, działając w domniemanej, lecz zgodnej z dobrem Kościoła woli Papieża), a czym innym uczynienie tego w momencie, gdy Papież oficjalnie i imiennie tego zakazuje. W przypadku abp. Lefebvre’a nie mieliśmy do czynienia z „wakatem” struktur czy brakiem możliwości komunikacji, lecz z sytuacją, w której hierarchia lokalna działała, a łączność z Rzymem była niezakłócona. Dom Gréa ucina wszelkie próby analogii do współczesności (a pisał to już w XIX wieku!), stwierdzając:

„Kościół bowiem, dzięki łasce Bożej, jest odtąd wystarczająco dobrze ugruntowany w świecie, a relacje łączące członków z głową są zapewnione tak, że nie ma już okazji do tego nadzwyczajnego działania episkopatu”.

W tym świetle działania arcybiskupa Lefebvre’a nie sprowadzają się jedynie do braku mandatu w nadzwyczajnych okolicznościach. To formalny sprzeciw wobec władzy Piotra i świadome naruszenie jedności. Podczas gdy św. Euzebiusz ratował Kościół tam, gdzie on zginął, abp Lefebvre budował własną strukturę obok istniejącego i sprzeciwiającego się mu Rzymu, co w świetle klasycznych definicji stawia pod znakiem zapytania zachowanie pełnej łączności z Następcą Piotra i rodzi obawę o trwałość tej wspólnoty.

Pius IX w encyklice Quartus Supra przypomina, że prawdziwy katolik winien drżeć nawet przed niesprawiedliwym wyrokiem, a co dopiero przed karą za jawną rebelię:

„Jeśli zatem należy lękać się nawet niesprawiedliwego potępienia ze strony własnego biskupa, co trzeba powiedzieć o tych ludziach, którzy zostali potępieni za bunt przeciwko swemu biskupowi i tej Stolicy Apostolskiej, rozdzierając na strzępy – jak to czynią poprzez nową schizmę – bezszwową szatę Chrystusa, którą jest Kościół?”

Jeszcze niedawno wierzyliśmy, że walka o prawo do tradycyjnego rytu konsekracji i zapewnienia ciągłości Bractwu, usprawiedliwia sam akt sakr bez zgody Papieża. Nie zdawaliśmy sobie jednak sprawy z tego, że sam obrzęd Pontificale Romanum, którym posłużyło się Bractwo, jest w swojej treści najbardziej jednoznacznym potępieniem ich czynu.

Prześledźmy pokrótce przebieg sakr w „starym rycie”

W pierwszej kolejności konsekrator pyta:

„Czy posiadacie mandat apostolski?” [21]

Pada odpowiedź: „Posiadamy”. W przypadku sakr z 1988 roku (i zapowiadanych na 2026 rok), ta odpowiedź jest nieprawdą. Mandatu nie było. Żeby więc doszło do sakr, Bractwo musiało stworzyć swój własny mandat, powołując się na abstrakcyjny Kościół rzymski zawsze wierny swoim Tradycjom”. Tymczasem, jak przypomina Leon XIII w Liście Testem Benevolentiae Nostrae:

„Prawdziwy Kościół jest jeden, tak przez jedność doktryny, jak i przez jedność rządu (…) Skoro Bóg umieścił centrum i fundament jedności w katedrze błogosławionego Piotra, słusznie nazywa się on Kościołem Rzymskim, albowiem ‘gdzie Piotr, tam Kościół’”.

Sama instrukcja z Pontificale Romanum również nie pozostawia pola do dowolnej interpretacji:

„Nikt nie powinien być konsekrowany, jeśli najpierw Konsekrator nie upewni się o zleceniu konsekracji, czy to poprzez listy Apostolskie, jeśli odbywa się to poza kurią, czy też poprzez zlecenie ustne dane Konsekratorowi przez Najwyższego Pasterza, jeśli sam Konsekrator jest Kardynałem.” [21]

O żadnym innym sposobie przekazania Mandatu apostolskiego nie może być mowy.

Paradoksem jest, że gdy chodzi o ocenę zmian posoborowych, Bractwo chętnie powołuje się na wszystkie, choćby pozorne, sprzeczności z poprzednim Magisterium. Jednak gdy zagrożony jest „interes” Bractwa, to co wcześniej było oczywiste (jak choćby wyłączne prawo papieży do mianowania biskupów) można dostosowywać do swoich potrzeb, lekceważąc tak jasne orzeczenia Magisterium jak słowa Piusa VI. Powtórzmy jeszcze raz kluczowy fragment jego encykliki Charitas:

„Albowiem prawo wyświęcania biskupów należy tylko do Stolicy Apostolskiej, jak ogłasza Sobór Trydencki; nie może być przejęte przez żadnego biskupa lub metropolitę bez zobowiązania Nas do ogłoszenia schizmatykami zarówno tych, którzy wyświęcają, jak i tych, którzy są wyświęceni, unieważniając tym samym ich przyszłe działania.”

Co więcej, w przypadku abpa Lefebvre nie tylko brakowało zgody Papieża, ale istniał publiczny, wyraźny i wielokrotnie powtarzany zakaz Jana Pawła II:

„Z ojcowskim sercem, ale z całą powagą, jakiej wymagają obecne okoliczności, napominam Cię, Czcigodny Bracie, abyś nie wchodził na drogę, która, jeśli będzie trwała, może wydawać się jedynie aktem schizmatyckim, którego nieuniknione konsekwencje teologiczne i kanoniczne są Ci znane. Gorąco Cię wzywam do powrotu, w pokorze, do pełnego posłuszeństwa Namiestnikowi Chrystusa. Nie tylko Cię do tego zachęcam, ale proszę Cię o to przez rany Chrystusa, naszego Odkupiciela, w imię Chrystusa, który w przeddzień swojej męki modlił się za swoich uczniów, „aby wszyscy stanowili jedno” (J 17, 20). Z tą prośbą i z tym zaproszeniem łączę moją codzienną modlitwę do Maryi, Matki Chrystusa. Drogi Bracie, nie pozwól, aby rok poświęcony w szczególny sposób Matce Bożej przyniósł kolejną ranę Jej Matczynemu Sercu!” ~ List do arcybiskupa Lefebvre’a z 9 czerwca 1988 r.

Nawiasem mówiąc, powyższy fragment listu Jana Pawła II obala kolejny argument z Apologii Bractwa Kennedy’ego Hall’a. W książce tej znajduje się zarzut, że ostrzeżenie kanoniczne, które otrzymał Arcybiskup, zawierało jedynie kanon odnoszący się do ekskomuniki za konsekracje bez mandatu, a nie zawierał kanonu o schizmie. Wobec słów Papieża, który ostrzegał przed „aktem schizmatyckim”, próba powoływania się na „wadliwe” ostrzeżenia wydaje się niczym innym niż próbą ograniczenia władzy „związywania i rozwiązywania” Papieża, nadanej przez samego Chrystusa. Jak pisał Leon XIII w Satis Cognitum: „Władza ta ma mieć tak wielką moc i zakres, że jakiekolwiek jej dekrety będą decyzjami Boga.”

Nawet gdybyśmy trzymali się wyłącznie litery prawa kanonicznego Sędzia ten (Papież), „może ukarać surowiej niż przewiduje to ustawa lub nakaz” w przypadku kogoś, „kto posiada jakąś godność albo nadużywa władzy lub urzędu dla popełnienia przestępstwa” [29]. Znając jednak słowa Piusa VI z Charitas o tym, że prawo do święceń bez mandatu „nie może być przejęte przez żadnego biskupa lub metropolitę bez zobowiązania Nas do ogłoszenia schizmatykami” łatwo dostrzec, że ekskomunika nałożona na Arcybiskupa wcale nie była bardziej surowa niż przewidywali to papieże „przedsoborowi.”

Dlaczego jednak opór wobec Papieża jest postrzegany przez Kościół jako coś tak fundamentalnie groźnego dla duszy, a nie tylko jako zwykły spór prawny? Nierozerwalny związek między władzą papieską a Bożym ustanowieniem dobitnie wykłada bulla Unam Sanctam papieża Bonifacego VIII:

„Lecz ta władza, chociaż może być dana człowiekowi i może być sprawowana przez człowieka, nie jest ludzka, lecz boska, gdyż została dana przez usta Boże Piotrowi, a także jemu i jego następcom, przez samego Chrystusa, to znaczy temu, którego objawił jako mocną skałę, tak jak Pan powiedział do samego Piotra: „Cokolwiek zwiążesz” [Mt 16, 19] itd. Dlatego też, ktokolwiek sprzeciwia się tej władzy, takiej, jaką ustanowił Bóg, sprzeciwia się ustanowieniu Boga. [Rz 13, 2]”

Odprawianie obrzędu, który w swoim pierwszym kroku wymaga mandatu, którego kandydaci Bractwa na biskupów nie posiadali, nosiło więc znamiona świętokradztwa, na co wskazał Pius XII w Ad Apostolorum Principis:

„Akty [bez mandatu] wymagające władzy Świętych Święceń, które są wykonywane przez duchownych tego rodzaju, chociaż są ważne, o ile konsekracja im udzielona była ważna, są jednak poważnie niedozwolone, to znaczy przestępcze i świętokradcze.”

Jest to rozwinięcie twierdzenia, które pojawiło się już na Soborze Trydenckim:

„Jeśli ktoś twierdzi, że biskupi… którzy nie zostali prawnie wyświęceni ani posłani przez władzę kościelną i kanoniczną, lecz skądinąd przychodzą, są prawowitymi szafarzami słowa i sakramentów – niech będzie wyklęty”

Wracając do przebiegu sakr, następnie wybrany na biskupa klęka przed Konsekratorem i kładąc ręce na Ewangelii, składa uroczyście przysięgę:

„Ja, N. (…) od tej godziny na przyszłość będę wierny i posłuszny błogosławionemu Piotrowi Apostołowi (…) i Panu naszemu, Panu N. Papieżowi N. i jego następcom prawnie wybranym. (…) Będę dbał o zachowanie, obronę, pomnażanie i popieranie praw, honorów, przywilejów i autorytetu świętego Kościoła Rzymskiego”. [21]

Czy można składać taką przysięgę w momencie, gdy w sferze faktów depcze się autorytet Papieża, ignorując jego wyraźny zakaz? Jak można przysięgać na Ewangelię pomoc w „obronie papiestwa”, jednocześnie podważając prawo Papieża do decydowania o tym, kto może zostać biskupem?

W końcu, w serii pytań sprawdzających wiarę i intencje kandydata, pada:

  • „Czy chcesz dekrety Stolicy Świętej i Apostolskiej z czcią przyjmować i zachowywać?” – Odp: Chcę.
  • „Czy chcesz Wikariuszowi (…) dochować we wszystkim wiary, podległości i posłuszeństwa według władzy kanonicznej?” – Odp: Chcę.

Jak kapłani Bractwa mogą wypowiadać te słowa, skoro cała ich działalność opiera się na nie przyjmowaniu dekretów Stolicy Apostolskiej i na odmowie podległości w kwestiach dyscyplinarnych?

Ten brak posłuszeństwa na samym szczycie – u biskupów wyświęconych wbrew woli Papieża – przekłada się bezpośrednio na codzienne działanie Bractwa. Skoro bowiem biskupi Bractwa nie posiadają misji od Kościoła, nie mogą jej też przekazać księżom posługującym w kaplicach. To stawia kapłanów FSSPX w trudnym położeniu: na jakiej podstawie mają udzielać sakramentów, skoro Rzym im tego oficjalnie zabronił?

Niezależnie od tego, jakie stanowisko zajmiemy w ocenie kryzysu w Kościele, jest kwestią obiektywną, pewną oraz zgodną z Prawem Bożym, że kapłani muszą posiadać misję od Kościoła. Nie można sprawować godziwie Sakramentów w opozycji do Papieża. Jak pisał kard. Billot:

„tylko w Kościele katolickim może istnieć prawowite szafarstwo sakramentów, o ile każdy, kto nie posiada od niego misji, tym samym sprawuje je niegodziwie, a każdy, kto przyjmując sakrament, uczestniczy w grzechu szafarza, przyjmuje go świętokradzko. (…) Tymczasem sakramenty są własnością (dobrem) Chrystusa. Zatem mogą być one prawowicie udzielane tylko przez tych, którzy mają misję od Chrystusa, to jest przez tych, na których przeszła misja apostolska.” [26]

Jak radzi sobie Bractwo z sytuacją braku misji od Kościoła?

Błąd powszechny w tłumaczeniu błędu powszechnego

Aby rozwiązać ten problem, Bractwo przyjęło argumentację o rzekomej jurysdykcji, której Rzym im wprawdzie odmówił, ale którą – według ich własnej interpretacji – mają otrzymywać w jakiś nadzwyczajny sposób od samego Kościoła. Powołują się przy tym na zasadę Ecclesia supplet (Kościół uzupełnia), twierdząc, że posiadają tzw. jurysdykcję zastępczą wynikającą z „błędu powszechnego”.

Warto jednak wyjaśnić, czym jest ten „błąd powszechny”, zwłaszcza, że temat ten jest błędnie omówiony w rozpowszechnianej w kaplicach Bractwa książce Kennedy’ego Hall’a „Arcybiskup Lefebvre i jego dzieło. Apologia Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X”.

Nie chodzi tu bowiem o poważne błędy papieży czy soborów (przed którymi, jak już wiemy z punktu 1, papieże są chronieni). „Błąd powszechny” to sytuacja, w której wierni, opierając się na zewnętrznych oznakach, są przekonani, że dany ksiądz ma prawo udzielać im sakramentu, podczas gdy w rzeczywistości istnieje jakaś ukryta przeszkoda, o której nikt nie wie (np. gdy kapłan sprawuje urząd, ale jego nominacja była z jakiś przyczyn nieważna). Wtedy Kościół, w trosce o dobro dusz, „uzupełnia” brakujące pozwolenie, by sakrament był ważny.

Jednak w przypadku Bractwa o żadnej „ukrytej przeszkodzie” nie może być mowy. Sytuacja FSSPX jest od dekad jawna i publicznie znana. Trudno twierdzić, że wierni trwają w nieświadomym błędzie, skoro Stolica Apostolska oficjalnie i wielokrotnie ogłaszała brak uprawnień tych kapłanów. Potwierdził to Benedykt XVI, pisząc, że bez uregulowania kwestii doktrynalnych Bractwo nie ma statusu kanonicznego, a jego duchowni „nie pełnią godziwie jakiejkolwiek posługi w Kościele”. Nie można oczekiwać, że Kościół będzie „po cichu” uzupełniał władzę komuś, kto działa w stanie jawnego i uporczywego nieposłuszeństwa.

Fakt, że papież Franciszek nadał Bractwu jurysdykcję do spowiedzi i pozwolił na delegacje do małżeństw, jest ostatecznym dowodem, że wcześniej Bractwo jej nie posiadało – inaczej akty Następcy Piotra byłyby zbędne. Nie był to jednak akt aprobaty dla buntu, tylko gest miłosierdzia podjęty z wyraźną intencją dbania o dobro dusz, aby sakramenty te, przyjmowane w Bractwie, były ważne i wolne od jakichkolwiek wątpliwości prawnych.

Wątpliwości te, dodajmy, są jak najbardziej uzasadnione, biorąc pod uwagę brak legalnych podstaw działania FSSPX w Kościele. Bractwo zostało utworzone w 1970 roku na okres próbny 6 lat. W międzyczasie zostało rozwiązane przez biskupa miejsca, co zatwierdził sam papież Paweł VI. A w związku z tym duchowni należący do Bractwa, pomimo zdjęcia przez Papieża Benedykta ekskomuniki z biskupów, objęci są z mocy prawa karami suspensy, która uniemożliwia im pełnienie legalnej posługi w Kościele, co potwierdzają powyższe słowa Benedykta XVI.

Jednak to nie podoba się Bractwu

…dlatego, żeby usprawiedliwić swoje dalsze działanie, doszukują się wadliwości w aktach Pawła VI rozwiązujących Bractwo. Zapominając przy tym o tym, przed czym przestrzegał Pius IX w Quartus Supra:

„Powołują się na kanony przeciwko Nam, nie wiedząc, co mówią, ponieważ pokazują, że sami sprzeciwiają się kanonom przez sam fakt, że odmawiają posłuszeństwa pierwszej Stolicy, chociaż jej rada jest zdrowa i słuszna. (…)

Albowiem cały Kościół na całym świecie wie, że Stolica błogosławionego Apostoła Piotra ma prawo ponownie rozwiązać to, co związali jacyś papieże, ponieważ Stolica ta posiada prawo sądzenia całego Kościoła i nikt nie może osądzać jej wyroku.”

Całe funkcjonowanie Bractwa jest w istocie oparte na różnych kruczkach, które mają usprawiedliwiać działanie wbrew prawu. Nie sposób je tu wszystkie omówić. Nie jest to jednak nam wiernym do niczego potrzebne. Ponieważ jako katolicy, żeby nie ulec szatanowi, który sam „podaje się za anioła światłości” (2 Kor 11, 14) musimy opierać się na tym, co pewne.

Nie jest niczym pewnym praca doktorska na temat nieważności ekskomuniki Abpa Lefebvre napisana w 1995 roku przez ks. Murraya. Zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że sam autor zmienił później zdanie, uznając autorytet Stolicy Apostolskiej.

Co więcej…

Już w 1996 roku Papieska Rada ds. Tekstów Prawnych ostatecznie ucięła te spekulacje, doprecyzowując dokument Ecclesia Dei.

W oficjalnej nocie czytamy:

„Niemniej z powyższych dokumentów jasno wynika również, że ten niezwykle poważny akt nieposłuszeństwa stanowił dopełnienie postępującej, globalnej sytuacji o charakterze schizmatyckim”. [22]

Dokument ten idzie dalej, stwierdzając wprost, że:

„[…] nie można racjonalnie poddawać w wątpliwość ważności ekskomunik biskupów ogłoszonych w Motu proprio i w Dekrecie”. [22]

Rzym odniósł się także bezpośrednio do fundamentu argumentacji Bractwa, czyli stanu wyższej konieczności:

„Co do stanu wyższej konieczności, w którym biskup Lefebvre uważał, że się znajduje, należy pamiętać, że stan taki musi zachodzić obiektywnie i że nigdy nie zachodzi konieczność święcenia biskupów wbrew woli Biskupa Rzymskiego, Głowy Kolegium Biskupów. Oznaczałoby to bowiem możliwość 'służenia’ Kościołowi poprzez zamach na jego jedność w materii związanej z samymi fundamentami tej jedności”. [22]

Potwierdzeniem tego, że „stan wyższej konieczności” był konstrukcją nader kruchą, są również słowa samego biskupa Tissiera de Mallerais. W liście do (obecnie już byłego) członka FSSPX, księdza Emmanuela Bergera przyznał on wprost, że twarda argumentacja teologiczna grała w jego decyzji rolę marginalną:

„Przyjąłem konsekrację w 10% z przyczyn spekulatywnych [teologicznych] (…) I w 90% przyjąłem Konsekrację z zaufania do Arcybiskupa Lefebvre’a i to wystarczy”. [23]

Oto jak skomentował te słowa ksiądz Berger:

„W każdym razie argument biskupa Tissiera nie ma nic wspólnego z argumentacją. Jest wręcz czymś zupełnie przeciwnym: stanowi przyznanie się do braku argumentów. Opiera się on na zaufaniu, a zaufanie nie jest argumentem teologicznym. Nie jesteśmy daleko od sentymentu religijnego, tak bliskiego modernistom i charyzmatykom.” [23]

Ksiądz Berger demaskuje tu wyraźny paradoks.

Bractwo, które mieni się strażnikiem obiektywnej Prawdy i pogromcą modernistycznego subiektywizmu, w swojej najważniejszej decyzji (o sakrach) oparło się na czystym subiektywizmie.

Jeśli biskup przyjmuje sakrę w 90% z powodu „zaufania do człowieka”, to – jak zauważa ks. Berger – przestaje to być wiara boska, a staje się ślepym posłuszeństwem wobec lidera grupy. Czy nie widzicie, że to dokładnie to samo „ślepe posłuszeństwo”, o które Bractwo tak głośno oskarża katolików pozostających w jedności z Papieżem, nazywając ich kolaborantami? Z tą różnicą, że jedni ufają urzędowi Piotra, który ma obietnicę Chrystusa, a Bractwo ufa zdaniu biskupów, z który jeden sam przyznaje, że ma tylko 10% pewności co do swoich racji.

Niestety, ten mechanizm „prywatnego magisterium” rozlał się szerzej, infekując wielu duchownych, którzy w imię obrony Tradycji de facto kwestionują samą strukturę i prymat Kościoła. Widzimy to w sytuacjach, gdy kapłani, a nawet biskupi, stawiają swój osobisty osąd ponad definicje dogmatyczne dotyczące władzy Papieża. Smutnym przykładem tego jest stanowisko biskupa Schneidera, który stwierdził, że jeśli dojdzie do kolejnych sakr biskupich bez zgody Papieża, to ekskomunika za ten akt będzie nieważna. Nawet gdyby doszedł do tego zdania po wielu miesiącach modlitwy, to wciąż Jego zdanie pozostaje wyłącznie opinią, co do której przeciwne opinie wyrażali inni hierarchowie Kościoła, jak choćby kard. Sarah czy kard. Burke.

Nie ma to jednak znaczenia, ponieważ każda opinia musi ostatecznie ustąpić przed wyrokiem Papieża, który (jak głosi Pastor Aeternus):

„jest najwyższym sędzią wiernych (…) wyrok zaś Apostolskiej Stolicy, nad której władzę innej wyższej nie masz, od nikogo ani zmienionym, ani osądzonym być nie może.” 

Całe funkcjonowanie Bractwa opiera się dziś na wciąganiu nas w labirynt skomplikowanych tłumaczeń, które mają zagłuszyć proste słowa Papieża. Widzimy to szczególnie teraz, gdy przed zapowiadanymi na lipiec sakrami biskupimi każe się nam weryfikować kwestie, które powinny być domeną profesorów, a nie zwykłych wiernych dążących do zbawienia swojej duszy.

Zamiast prostej ufności, otrzymujemy zestaw prawniczych łamigłówek.

Musimy sami rozstrzygać, czy zakaz Piusa XII z Ad Apostolorum Principis dotyczy tylko legalności, czy samej możliwości przekazywania władzy. Musimy dociekać, czy biskup bez mandatu to „episkopat zniekształcony”, czy może dopuszczalny biskup tytularny. W końcu próbuje się nas przekonać, że pokój sumienia zależy od sprawnego operowania „jurysdykcją zastępczą” i zasłaniania się kanonem 1323 przed jasnymi wyrokami Stolicy Apostolskiej.

Trudno nie dostrzec dramatu w tak pojmowanym katolicyzmie: oto zwykły ojciec rodziny czy starsza pani w ławce, zamiast po prostu wierzyć Kościołowi, mają teraz wertować stare kodeksy i rozstrzygać spory prawne, których rzekomo nie potrafi rozwiązać sam Namiestnik Chrystusa. W ten sposób Bractwo zrzuca na świeckich ciężar, którego nie powinni oni dźwigać: zmusza ich do bycia sędziami własnych pasterzy i rozstrzygania sporów, które dawno rozstrzygnął Rzym, przed czym przestrzegał Leon XIII w encyklice o obowiązkach katolików wobec Kościoła:

„Niech każdy pamięta o najmądrzejszej nauce św. Grzegorza Wielkiego: „Poddani powinni być upominani, by nie osądzali pochopnie swoich przełożonych, nawet jeśli zobaczą, że postępują w sposób naganny, aby słusznie ganiąc zło, nie popadli w pychę i nie popadli w jeszcze większe zło. Należy ich ostrzegać przed niebezpieczeństwem zuchwałego sprzeciwu wobec przełożonych, których wady dostrzegą. Jeśli zatem przełożeni rzeczywiście dopuścili się ciężkich grzechów, ich podwładni, przepełnieni bojaźnią Bożą, nie powinni odmawiać im pełnego szacunku poddania się. Czynów przełożonych nie należy chłostać mieczem słowa, nawet jeśli słusznie uzna się, że zasłużyli na naganę.”

W tym miejscu dotykamy sedna mechanizmu, który Bractwo zaszczepia w naszych umysłach. Opiera się on na zdumiewającym założeniu: oto zwykły wierny ma posiadać „zmysł katolicki” (sensus fidei) tak nieomylny i czuły, że niemal instynktownie „odpycha” go on od nowej liturgii czy nauczania Soboru jako od czegoś toksycznego. Zastanówmy się nad logiką tego twierdzenia: wynika z niego, że zwykły świecki może posiadać nadprzyrodzony dar bezbłędnego rozpoznawania tego, co katolickie, podczas gdy Następca Piotra – dysponujący charyzmatem Prawdy i obietnicą nigdy nieustającej wiary – miałby ten zmysł całkowicie utracić.

To niebezpieczne odwrócenie porządku nadprzyrodzonego. Sugeruje się nam, że Duch Święty przestał asystować Głowie Kościoła w sprawowaniu jego funkcji, a zamiast tego przeniósł swą asystencję na „instynkt” grupy wiernych trwających w oporze. Jeśli to wierny ma ostatecznie rozstrzygać, czy ryt zatwierdzony przez Papieża jest „bezpieczny dla zbawienia”, to najwyższym autorytetem w Kościele przestaje być Piotr, a staje się nim prywatne odczucie jednostki, ubrane w szaty „zmysłu wiary”.

Biorąc pod uwagę, że większość wiernych nie będzie miała ani wiedzy ani tym bardziej czasu, by wnikać w te zawiłości, Bractwo oczekuje od nas tego, przed czym samo w innym miejscu przestrzegało: byśmy ślepo uwierzyli tej nielicznej grupie kapłanów, którzy stanęli w opozycji do Następcy Piotra.

To zdumiewający paradoks – Bractwo przestrzega nas przed „ślepym posłuszeństwem” wobec Rzymu, a jednocześnie wymaga od nas przyjmowania własnych opinii za dogmat. W efekcie, zamiast ufać obietnicy Chrystusa danej Piotrowi, wierny zostaje zmuszony do oparcia swojego zbawienia na autorytecie jednego biskupa czy przełożonego, który sam mianował się sędzią nad Papiestwem.

Gdyby nasze zbawienie zależało od zrozumienia takich zawiłości, oznaczałoby to, że jest ono zarezerwowane tylko dla elit i ludzi wykształconych, a nie dla prostego człowieka. To nie jest droga Wiary, lecz droga pysznego intelektualizmu. Bractwo chce, abyśmy zamiast prostego posłuszeństwa Pasterzowi, stali się teologami, którzy sami uznają, kiedy wolno naruszyć prawa Kościelne i Prawo Boże.

Katolik nie musi, a wręcz nie powinien budować swojego życia duchowego na fundamentach tak niepewnych jak prywatne analizy, choćby najbardziej pobożnych kapłanów. Musimy opierać się na tym, co obiektywne i pewne: na żywym głosie Następcy Piotra, który jest jedynym sędzią zdolnym rozstrzygnąć, co w danym momencie służy Kościołowi i Jego jedności, a co nie.

Każda inna droga, choćby wydawała się uzasadniona najbardziej uczonymi wywodami, prowadzi ostatecznie do postawienia własnego osądu ponad autorytetem samego Boga. Kościół Chrystusowy to społeczność widzialna, w której to Papież mówi, co jest jednością, a co schizmą. Dla katolika sprawa jest prosta: tam, gdzie jest Piotr, tam jest Kościół.

Błąd 4

Jeszcze niedawno wydawało nam się, że w przypadku Bractwa nie może być mowy o schizmie, bo Bractwo uznaje władzę papieży, modli się za nich i wymienia ich imiona w Kanonie. 

A jednak Pius IX w Quartus supra pisał:

„Ponieważ to nie podoba się neo-schizmatykom, podążają za przykładem heretyków nowszych czasów. Twierdzą, że wyrok schizmy i ekskomuniki wymierzony przeciwko nim przez arcybiskupa Tyany, delegata apostolskiego w Konstantynopolu, był niesprawiedliwy i w konsekwencji pozbawiony siły i wpływu. Twierdzili także, że nie mogą przyjąć wyroku, ponieważ wierni mogliby przejść do heretyków, jeśli zostaliby pozbawieni ich posługi. Te nowatorskie argumenty były całkowicie nieznane i niesłyszane przez starożytnych Ojców Kościoła.”

Tymczasem księża bractwa poczytują sobie wręcz za powód do dumy fakt, że Kościół Katolicki nałożył na nich karę ekskomuniki:

„Bycie publicznie kojarzonym z sankcją [ekskomuniki] będzie znakiem zaszczytu i ortodoksji w oczach wiernych, którzy mają bezwzględne prawo wiedzieć, że kapłani, do których się zwracają nie pozostają w łączności z fałszywym Kościołem…” ~ List otwarty do kardynała Gantin’a, 6 lipca 1988, podpisany przez 24 przełożonych FSSPX

Sam Arcybiskup w homilii 29 sierpnia 1976 roku również pozwalał sobie na publiczne drwiny z nałożonych na niego kar:

„Na czym w rzeczywistości polega [suspensa]? Pozbawia mnie istotnego prawa kapłana, a tym bardziej biskupa, odprawiania Mszy świętej, udzielania sakramentów i głoszenia w miejscach poświęconych, innymi słowy nie wolno mi odprawiać nowej Mszy, udzielać nowych sakramentów, głosić nowej doktryny. Tak więc, ponieważ odmawiam przyjęcia, z ich instytucji, tych nowości, zakazuje mi się odtąd, oficjalnie, z nich korzystać. Dlatego, że odmawiam odprawiania nowej Mszy, zabrania mi się jej odprawiać. Można się z tego domyślić, jaką małą szkodę przynosi mi ta suspensa.” ~ Abp Marcel Lefebvre, Homilia w Lille, 29 sierpnia 1976 r.

Taką postawę ganił Pius X w Pascendi Dominici Gregis – encyklice często cytowanej w kaplicach Bractwa:

„Mając to wszystko na uwadze, rozumie się, dlaczego moderniści wyrażają zdumienie, gdy są upominani lub karani. To, co przypisuje się im jako winę, uważają za święty obowiązek. Będąc w intymnym kontakcie z sumieniami, wiedzą lepiej niż ktokolwiek inny, i z pewnością lepiej niż władza kościelna, jakie istnieją potrzeby – co więcej, ucieleśniają je, że tak powiem, w sobie. Mając głos i pióro, używają obu publicznie, bo to ich obowiązek. Niech władza ich gani tak bardzo, jak chce – mają swoje własne sumienie po swojej stronie i intymne doświadczenie, które mówi im z pewnością, że to, na co zasługują, to nie nagana, ale pochwała”

Jeszcze bardziej stanowczo wypowiedział się Pius IX z Quartus Supra:

„Kościół katolicki zawsze uważał za schizmatyków tych, którzy uparcie sprzeciwiają się jego prawowitym prałatom, a zwłaszcza Najwyższemu Pasterzowi, odmawiając wykonywania ich nakazów, a nawet uznania ich władzy. Jest to tak samo sprzeczne z boską konstytucją Kościoła, jak i z wieczną i niezmienną Tradycją, aby ktokolwiek dowodził powszechności swojej wiary i prawdziwie nazywał się katolikiem, gdy nie dotrzymuje posłuszeństwa Stolicy Apostolskiej”

Właśnie ta przestroga papieża każe nam z ogromną ostrożnością patrzeć na nasze dotychczasowe postawy. Nie rościmy sobie prawa do oskarżania kogokolwiek o schizmę – te rozstrzygnięcia należą do Papieża – ale nie możemy milczeć o tym, że to w Bractwie ów opisany wyżej duch oporu znalazł w nas swoje najpełniejsze ujście. Nieufność wobec Następców Piotra często kiełkuje po cichu, karmiona retoryką popularnych publicystów czy duchownych bez kar kościelnych, co skutecznie usypia czujność.  Paradoksalnie zawdzięczamy Bractwu to, że poprzez swoją radykalizację obnażyło w nas ów systemowy bunt i nieufność wobec Następców Piotra, pozwalając nam wreszcie nazwać go po imieniu.

Warto przy tym dostrzec pewien paradoks: to przecież Arcybiskup jako pierwszy nazwał Rzym „schizmatyckim”. Sprawia to, że dzisiejsze oburzenie Bractwa na sugestie o ich własnym buncie jest co najmniej dziwne. Wygląda to tak, jakby Bractwu wolno było oskarżać Papieża o najgorsze błędy, ale nam – świeckim – nie wolno było nawet zapytać o duchowe skutki trwania w oporze wobec Rzymu.

Właśnie dlatego nie potrafimy już przyjąć oficjalnej narracji księży, według której Bractwo podąża rzekomo „drogą bezpieczną” między ślepym lub „korporacyjnym” posłuszeństwem a odrzuceniem autorytetu. Historia Kościoła uczy, że właśnie takie postawy zawsze prowadziły do bolesnych podziałów.

W środowiskach tradycji słowo „schizma” doczekało się wielu błędnych definicji. My też długo żyliśmy w przekonaniu, że dopóki uznajemy Papieża za głowę Kościoła, modlimy się za niego i nie odrzucamy go wprost, to problem nas nie dotyczy. Musimy jednak uczciwie spojrzeć na to, czym schizma jest w rzeczywistości. Nie polega ona – i tu pewnie zgodzi się z nami i Bractwo – na zwykłym nieposłuszeństwie w błahej sprawie. Ale nie polega też na samej odmowie UZNANIA osoby Papieża.

Sam arcybiskup Lefebvre jeszcze 11 kwietnia 1987 roku, podczas swojej wypowiedzi w przeoracie w Nantes, wprost ocenił czyn, którego dopuścił się rok później:

„Gdybym konsekrował biskupa bez nieodzownego uprawnienia od papieża, byłbym schizmatykiem. Otóż, póki uznaję, że Jan Paweł II jest papieżem, nie mogę z nim zerwać”.

Jak potwierdza Arcybiskup, nie wystarczy więc uznawać papieża, by móc się uważać za członka Kościoła Katolickiego. Zresztą, nawet ateiści mogą uznawać papieża za głowę Kościoła. Mogą również podzielać jego poglądy w kwestiach, które zgadzają się z ich własnym punktem widzenia. To jednak czysto ludzka zbieżność opinii, a nie nadprzyrodzona cnota wiary.

Prawdziwa przynależność do Owczarni nie dokonuje się bowiem w sferze teoretycznych deklaracji, lecz w akcie poddania woli. To nie brak wiary, ale właśnie nieposłuszeństwo strąciło Szatana do piekła. On doskonale wiedział, że Bóg istnieje, znał Jego potęgę, a jednak wypowiedział non serviam – nie będę służył. Schizma w swojej istocie powiela ten błąd: uznaje istnienie autorytetu, ale odmawia mu praktycznego podporządkowania.

Pius IX w encyklice Quae in patriarchatu zdemaskował tę niespójność, która dziś charakteryzuje postawę Bractwa:

„Jaki pożytek płynie z publicznego głoszenia dogmatu o prymacie św. Piotra i jego następców, i z nieustannego powtarzania deklaracji wiary i posłuszeństwa wobec Stolicy Apostolskiej, kiedy czyny zadają kłam tym wzniosłym słowom? Co więcej, czyż taki bunt nie staje się bardziej niewybaczalny przez fakt, że posłuszeństwo jest uznawane za obowiązek? Prócz tego, czyż władza Stolicy Apostolskiej nie obejmuje środków – w postaci sankcji – jakie zmuszeni byliśmy podjąć, czy też wystarczy być w jedności wiary z tą Stolicą bez dołączenia uległego posłuszeństwa – postawa jakiej nie można przyjmować bez uszczerbku dla Wiary katolickiej?”

To właśnie tutaj przebiega granica schizmy.

Nie polega ona, jak błędnie sądzą niektórzy, na samym teoretycznym zaprzeczeniu istnieniu urzędu papieskiego, ale na odmowie „podporządkowania się Najwyższemu Pasterzowi lub pozostawania we wspólnocie z członkami Kościoła poddanymi temuż Pasterzowi” (KPK, kan. 751, także KPK/1917, kan. 1325 i Summa Teologiczna II-II, q. 39, a. 1).

Czym jest to podporządkowanie? Prawdziwe podporządkowanie nie polega na tym, że słuchamy wtedy, gdy się zgadzamy. Gdyby tak było, nie byłoby tu miejsca na cnotę wiary.

To nie my decydujemy, kiedy musimy być poddani Papieżowi, a kiedy nie. Gdyby dziecko samo wybierało sobie polecenia rodziców, których chce słuchać, nikt nie nazwałby go posłusznym. Tak samo nasze subiektywne przekonanie o „słuszności” oporu wobec Papieża nie sprawia, że przestaje on być buntem.

Czym byłoby prawdziwe podporządkowanie się, gdyby każdy podwładny mógł sam wybierać, kiedy chce, a kiedy nie chce być poddany? Taka postawa prowadzi prosto do rozbicia jedności Kościoła, o czym przypomniał Leon XIII w Satis Cognitum, cytując św. Cypriana:

„Nie skądinąd wzięły się herezje i powstały schizmy jak stąd, że kapłani nie są posłuszni Bogu i nie myślą o tym, że w Kościele jest w danym czasie tylko jeden kapłan i jeden sędzia zastępujący Chrystusa”

To jest właśnie sedno problemu: Bractwo, ogłaszając „stan wyższej konieczności”, samo mianowało się sędzią we własnej sprawie, decydując, czy wyroki Następcy Piotra są słuszne, czy nie. Tym samym miejsce „jednego sędziego zastępującego Chrystusa” zajął prywatny osąd Arcybiskupa i kapłanów Bractwa.

Spójrzmy prawdzie w oczy:

W jakiej istotnej sprawie Bractwo rzeczywiście podporządkowało się Najwyższemu Pasterzowi?

Historia sporu arcybiskupa Lefebvre’a z Pawłem VI nie pozostawia złudzeń. Zwłaszcza, że konkretne żądania, których spełnienie było warunkiem zachowania jedności, zostały jasno spisane w liście papieskim z 1976 roku:

  1. Akceptacja Soboru i Magisterium: „Deklaracja ta będzie zatem musiała potwierdzać, że Ksiądz szczerze przylega do Drugiego Watykańskiego Soboru Powszechnego i do wszystkich jego dokumentów – sensu obvio (w ich oczywistym znaczeniu) […]. Musi być jasne, że akceptuje Ksiądz w równym stopniu decyzje, które podjęliśmy po Soborze w celu wprowadzenia go w życie”.
  2. Uznanie reformy liturgicznej: „Musi Ksiądz wyraźnie uznać prawowitość zreformowanej liturgii, zwłaszcza Ordo Missae, oraz Nasze prawo do wymagania jej przyjęcia przez całą społeczność chrześcijańską”.
  3. Posłuszeństwo prawu i karom: „Musi Ksiądz również uznać wiążący charakter norm prawa kanonicznego obecnie obowiązujących […], nie wyłączając części dotyczącej kar kanonicznych”.
  4. Zaprzestanie ataków na Papieża: „Położy Ksiądz nacisk na zaprzestanie i odwołanie ciężkich oskarżeń lub insynuacji, które publicznie kierował Ksiądz przeciwko Nam, przeciwko ortodoksji Naszej wiary i Naszej wierności urzędowi następcy Piotra”.
  5. Podporządkowanie struktur i seminariów: „Wymagamy od Księdza przede wszystkim przekazania Nam odpowiedzialności za Księdza dzieło, a w szczególności za Księdza seminaria. […] Jeśli chodzi o fundacje, domy formacyjne, 'przeoraty’ […], prosimy również o przekazanie ich Stolicy Apostolskiej”.
  6. Szacunek dla biskupów lokalnych: „W odniesieniu do biskupów musi Ksiądz uznać ich autorytet w ich odpowiednich diecezjach, powstrzymując się od głoszenia kazań […] i udzielania tam sakramentów […], gdy ci biskupi wyraźnie sprzeciwiają się takiemu działaniu”. [24]

W którym z tych punktów Bractwo kiedykolwiek ustąpiło? W żadnym. Co więcej, skala tego oporu – już w 1976 roku nie do zaakceptowania dla Pawła VI – urosła do rozmiarów gigantycznych w roku 1988, gdy Arcybiskup udzielił sakr biskupich wbrew imiennemu zakazowi Jana Pawła II.

W tym momencie to, co było „tylko” systemowym sprzeciwem wobec reform, stało się aktem uderzającym w samą naturę Kościoła: w jego sukcesję i hierarchię. Arcybiskup Lefebvre, udzielając sakr bez mandatu apostolskiego, przestał być jedynie krytykiem zmian, a stał się kimś, kto uzurpuje sobie prawo do budowania własnej hierarchii ponad głową Następcy Piotra, „wykradając” prawo do święceń od Kościoła. Był to moment, w którym teoretyczne „uznawanie” Papieża zostało ostatecznie przekreślone przez praktyczne wypowiedzenie mu posłuszeństwa.

Dziś, po dekadach trwania w tym stanie, sytuacja Bractwa jest jeszcze bardziej tragiczna.

Odmowa podporządkowania nie dotyczy już tylko „kontrowersyjnych” dokumentów Soboru czy nowej Liturgii.

Ona objęła całość życia kościelnego. Bractwo:

  • posiada własne seminaria poza nadzorem Rzymu,
  • wyświęca biskupów i księży bez misji kanonicznej,
  • udziela dyspens i powołuje własne trybunały (jak Komisja św. Karola Boromeusza), które orzekają o nieważności małżeństw, przypisując sobie tym samym władzę „wiązania” i „rozwiązywania”, która przysługuje wyłącznie papieżowi; Komisja ta powstała zgodnie z wolą Arcybiskupa Lefebvre wyrażoną w liście do ks. Schmidbergera: „Dopóki obecne władze rzymskie będą przesiąknięte ekumenizmem i modernizmem, dopóki ich decyzje i Nowy Kodeks Prawa Kanonicznego będą pod wpływem tych fałszywych zasad, konieczne będzie ustanowienie władz zastępczych, wiernie przestrzegających katolickich zasad Tradycji i Prawa Katolickiego” [28]
  • w końcu, zniechęca wiernych do korzystania z sakramentów w strukturach diecezjalnych (nawet w Mszach Trydenckich!).

Wobec tak głębokiej izolacji, należy wprost skonfrontować postawę Bractwa ze słowami Piusa II z listu Multa hic hodie:

„Każdy, kto nie pozostaje w jedności ze Stolicą Rzymską, obejmującą w cnocie Kościół Powszechny, jest bezbożnym obcym, wrogiem, który nie może mieć Boga za ojca. Wreszcie, to właśnie Stolica otrzymała władzę wiązania i rozwiązywania. Jeśli ktoś odrzuci jej nagany, upomnienia i nakazy, będzie uważany za poganina i celnika”.

Czy w świetle tych słów można wciąż wierzyć, że Bractwo obiera „bezpieczną drogę”, skoro każdy krok na niej oddala nas od żywego i nakazującego autorytetu Papieża? Czy wymienianie imienia Następcy Piotra w Kanonie Mszy świętej ma jakąkolwiek wartość, skoro w sferze faktów nie istnieje ani jeden obszar, w którym Bractwo pozwoliłoby mu rzeczywiście sobą rządzić? Takie „uznawanie” Papieża jest jedynie pustą deklaracją, która ma uspokoić sumienia wiernych, podczas gdy w rzeczywistości każda istotna decyzja zapada w całkowitej izolacji od Rzymu.

Św. Leon Wielki nauczał:

„Ten, kto oddziela się od wspólnoty z Piotrem, musi zrozumieć, że nie ma on udziału w Boskiej tajemnicy”.

Myślę tę rozwinął Pius XII w Mystici Corporis Christi:

„Błądzą więc w niebezpieczny sposób ci, co mniemają, że mogą przyjąć Chrystusa jako Głowę Kościoła, nie trzymając się wiernie Jego Namiestnika na ziemi. Usunęli bowiem widzialną głowę, zerwali widzialne więzy jedności i tak zaciemnili oraz zeszpecili Mistyczne Ciało Odkupiciela, iż szukający portu wiecznego zbawienia ani go widzieć, ani znaleźć nie mogą”.

Jeśli Papież Paweł VI już w 1976 roku ostrzegał abpa Lefebvre przed niebezpieczeństwem schizmy, to jak nazwać dzisiejszą sytuację, w której odmowa podporządkowania stała się fundamentem tożsamości całego zgromadzenia? Czy ta postawa nie wpisuje się w definicję oporu, który według Tradycji rzymskiej czyni naszą deklarację o byciu „prawdziwym katolikiem” niespójną z czynami?

Od zawsze polityką schizmatyków były próby rozróżnienia między urzędem Piotra a osobą panującego papieża. Od zawsze twierdzili oni, że jesteśmy zobowiązani do posłuszeństwa papieżowi tylko wtedy, gdy jego rządzenie Kościołem i dyscypliną są zgodne z tym, co uważamy za właściwy sposób postępowania. W końcu, wszyscy schizmatycy w historii mieli głębokie przekonanie, że stają w obronie Tradycji przeciw hierarchom, którzy ich zdaniem wystąpili przeciw Niej. Jak pisał Pius IX w Quartus Supra:

„Zawsze było zwyczajem heretyków i schizmatyków nazywać siebie katolikami i ogłaszać swoje liczne doskonałości, aby wprowadzać w błąd ludy”

Historia pokazuje, że schizmy nie „rozpływają się” same z siebie wraz z upływem czasu

Starokatolicy do dziś wierzą, że bunt ich założycieli przeciw Soborowi Watykańskiemu był chwalebny. Protestanci od wieków trwają w swoich błędach, przekonani o własnej racji. Przetrwanie danych struktur w czasie nie jest dowodem na bycie w Kościele. Również „owoce” w postaci wzrostu liczby wiernych czy dużej liczby powołań nie potwierdzają prawowierności. Gdyby bowiem liczby uwiarygadniały, musielibyśmy uznać wyższość islamu nad jedyną prawdziwą Wiarą Katolicką.

Pan Jezus nigdy nie obiecał, że drogę Prawdy będzie wyznaczać liczba zwolenników czy ludzki sukces. Przeciwnie – wymaga On od nas zaufania Jego słowu nawet wtedy, gdy po ludzku wszystko wydaje się przemawiać przeciwko Niemu. Dlatego, jak pisała św. Katarzyna ze Sieny:

„Nawet gdyby papież był wcielonym diabłem, nie powinniśmy podnosić przeciw niemu głowy, lecz z pokorą spocząć na jego łonie. Kto buntuje się przeciw naszemu Ojcu, jest skazany na śmierć, gdyż to, co czynimy jemu, czynimy Chrystusowi”.

Warto w tym miejscu wskazać na nadużycie, jakiego dopuszcza się Bractwo, próbując ubrać swój opór w szaty cnoty epikei (czyli słuszności osądzonej ponad literą prawa). Twierdzą oni, że skoro litera prawa (zakaz święceń bez mandatu) zabija ducha (trwanie Tradycji), to mają prawo działać wbrew prawu.

Rzecz w tym, że epikeia nigdy nie może być stosowana przeciwko woli prawowitego Prawodawcy, który jest obecny i wyraźnie podtrzymuje swój zakaz. Epikeia służy do interpretacji woli ustawodawcy w sytuacjach nieprzewidzianych, gdy nie można się do niego zwrócić. W 1988 roku Papież nie był nieosiągalny – on był obecny i wydał wyraźny zakaz święceń.

Stosowanie epikei wbrew żywej i wyraźnie zakomunikowanej woli Wikariusza Chrystusa nie jest cnotą, lecz uzurpacją władzy papieskiej pod pozorem pobożności. Jak uczył św. Tomasz w Summie Teologicznej, epikeia nie ma zastosowania w sprawach, w których grozi niebezpieczeństwo wspólnemu dobru lub gdy sprawa jest wątpliwa – wtedy należy zwrócić się do przełożonego. Bractwo zrobiło odwrotnie: zwróciło się do Papieża, usłyszało odmowę, po czym uznało, że wie lepiej, czego chce Duch Święty.

Odrzucenie werdyktu przełożonego w sytuacji wątpliwej zamienia cnotę epikei w samowolę, która – podobnie jak liberalizm – nie uznaje nad sobą żadnej realnej władzy. Dziś widzimy, że opowiadając się po stronie oporu, stawaliśmy po tej samej stronie co postępowcy – jedni i drudzy buntują się bowiem przeciw papieskiej jurysdykcji, gdy ta koliduje z ich wizją Kościoła. To najbardziej podstępny owoc liberalizmu: herezja przebrana w szaty obrony Tradycji, która własny osąd stawia ponad decyzje Namiestnika Chrystusa.

Odłączenie się od autorytetu, który On sam ustanowił, pod pozorem „ratowania wiary”, jest w istocie powtórzeniem błędu tych, którzy odeszli od Mistrza, bo Jego mowa wydała im się zbyt trudna. Jak przestrzegał Leon XIII w Testem Benevolentiae Nostrae:

„Dlatego też, jeśli ktoś chce być uważany za prawdziwego katolika, powinien móc z serca wypowiedzieć te same słowa, które Hieronim skierował do papieża Damazego: „Ja, nie uznając innego przywódcy niż Chrystus, jestem związany wspólnotą z Twoją Świątobliwością; to jest z katedrą Piotrową. Wiem, że Kościół został zbudowany na nim jako na skale i że ktokolwiek nie zbiera z Tobą, rozprasza.”

Dlatego gorąco błagamy wszystkich wiernych uczęszczających do kaplic Bractwa: nie dajcie się zwieść iluzji, że można ratować Kościół, odcinając się od jego Głowy. Na rany Chrystusa, który stał się posłuszny aż do śmierci, posłuszny także niesprawiedliwemu wyrokowi, nie powtarzajcie tego tragicznego błędu, który tak wielu wiernych, wiernych często z bardzo dobrymi intencjami, wyprowadził poza Kościół. Nie rozdzierajcie Mistycznego Ciała Chrystusa poprzez przyłączanie się do oporu, który – niezależnie od naszych intencji – obiektywnie uderza w fundament jedności Kościoła.

Pan Bóg za jeden akt nieposłuszeństwa w – wydawać by się mogło – błahej sprawie (jak zjedzenie owocu pomimo zakazu) skazał całą ludzkość na ziemską tułaczkę. Czy ten sam Bóg miałby błogosławić uporczywemu oporowi wobec swojego Namiestnika? Biada nam, gdybyśmy na Sądzie Bożym stanęli po przeciwnej stronie tych, którym nadane zostały klucze Królestwa. 

Gdy Księża Bractwa podejmą polemikę z faktami przytoczonymi w tym liście – a czynią to regularnie, by oswoić wiernych z myślą o nowej ekskomunice – zestawcie ich tłumaczenia z poniższymi kwestiami. Niech każdy z Was zapyta we własnym sumieniu:

– Po pierwsze: Czy na potwierdzenie swoich tez Księża ci są w stanie przytoczyć konkretne fragmenty Magisterium Kościoła, czy jedynie własne interpretacje i opinie teologiczne?

– Po drugie: Gdzie w nauczaniu Kościoła znajduje się zasada, która pozwala nam wiernym lub pojedynczemu biskupowi filtrować nauczanie papieskie i decydować, co jest Tradycją, a co nią nie jest? Gdzie w Magisterium znajduje się potwierdzenie na to, że można odrzucić Magisterium wyłącznie pod pozorem jego sprzeczności z poprzednim?

– Po trzecie: Czy pod pozorem obrony Tradycji nie dochodzi tu do podważenia dogmatów Kościoła, a zwłaszcza dogmatu o prymacie Piotrowym i charyzmacie Prawdy i nigdy nieustającej wiary Papieża?

– Po czwarte: Skąd kapłani, z których rąk Wy i Wasze dzieci przyjmujecie Sakramenty święte, mają misję kanoniczną do ich sprawowania, skoro Stolica Apostolska im jej odmówiła? Sobór Trydencki ostrzega, że biskupi nie posłani przez władzę kościelną są „złodziejami i zbójcami”, a nie szafarzami Kościoła. Jeśli zaś Bractwo powołuje się na misję nadzwyczajną, to gdzie są cuda, które według św. Franciszka Salezego są jedynym wiarygodnym dowodem na takie nadzwyczajne posłannictwo?

A skoro kapłani ci nie posiadają ani misji zwyczajnej od Kościoła (co potwierdził Benedykt XVI), ani misji nadzwyczajnej potwierdzonej cudami, to dlaczego ryzykuję zbawienie duszy oddając się pod prowadzenie tych, którzy nie będąc w jedności ze Stolicą Rzymską, jak pisał Pius II, są „bezbożnym obcym, wrogiem, który nie może mieć Boga za ojca”?

Po piąte: Kiedy i w jaki sposób skończy się kryzys, który dziś służy za jedyne uzasadnienie łamania prawa kościelnego i Bożego? Kościół nie może trwać w nieskończoność w niezdefiniowanym stanie zawieszenia. Kto i na jakiej podstawie ogłosi, że „stan wyższej konieczności” dobiegł końca, skoro papieże go nie uznają? Jeśli jeden ksiądz Bractwa uzna, że kryzys minął, a drugi się z tym nie zgodzi – kto rozstrzygnie spór? Jeśli jedna grupa tradycjonalistyczna ogłosi pokój z Rzymem, a inna uzna to za zdradę – kto ma rację? Dlaczego jakakolwiek osoba lub grupa miałaby mieć większy autorytet niż Następca Piotra, by wydać ostateczny werdykt w tej kwestii?

– I wreszcie pytanie najtrudniejsze: Czy dopuszczam w ogóle możliwość, że arcybiskup Lefebvre się pomylił? Jeśli nie, to dlaczego z taką łatwością przypisuję błąd Papieżowi i tysiącom biskupów świata, a odmawiam prawa do błędu jednemu człowiekowi, który nie posiadał ani asystencji Ducha świętego, ani Chrystusowej obietnicy nigdy nieustającej wiary?

Powierzając Wasze dusze wstawiennictwu apostołów Piotra i Pawła i wszystkich świętych Papieży, ostatnie słowo zostawiamy jeszcze raz papieżowi „przedsoborowemu”. Wiemy, że u podstaw Waszych działań leży miłość do Kościoła. Pamiętajcie jednak za św. Augustynem, że nie ma miłości bez trzymania się jedności Kościoła. W trosce o to najwyższe dobro, rozważcie słowa błogosławionego Piusa IX, który, podczas swojego długiego pontyfikatu, widział skutki podobnych podziałów. Ten Papież w liście Quo Impensiore pisał:

„(…) jesteśmy zaniepokojeni złośliwością niektórych osób, które nie tylko czynią daremnymi wszystkie Nasze starania, lecz swoimi intrygami rozdzierają sumienia, gorszą lękliwych i stają się zgubą dla własnego narodu. Nieustannie narastające zła, wywołane ich podstępami, zostały odnotowane w Naszym Liście Apostolskim Non sine gravissimo, który opublikowaliśmy 24 lutego bieżącego roku; tymczasem, aby je powstrzymać i ukrócić, wysłaliśmy do was Czcigodnego Brata Antoniego Józefa, Arcybiskupa Tiany, jako Naszego Delegata Apostolskiego. (…)

Przy tej okazji tenże Czcigodny Brat Antoni Józef zagroził cenzurami kościelnymi tej części duchowieństwa, która odmówiłaby poddania się, w wyznaczonych dniach, prawowitej władzy. Lecz później, widząc, że owe dni minęły bezskutecznie, postanowił jeszcze przedłużyć ustalony termin i nie uderzył opornych karą suspensy, dopóki nie zdał sobie sprawy, że cierpliwość jest całkowicie bezużyteczna i że należy surowością zapobiec niebezpieczeństwu dalszego oszustwa ze szkodą dla ludzi prostych.

Jednakże ci, którzy zostali ukarani w ten sposób, nie tylko nie odstąpili od swego uporu, lecz zamienili samą karę w jeszcze potworniejszą zbrodnię i w cięższy skandal dla innych: bezczelnie wzgardzili autorytetem i prawami Kościoła i nadal publicznie sprawowali wszystkie zakazane im obowiązki świętej posługi, i to w rycie jeszcze bardziej uroczystym.(…)

Nie pozwalajcie się zwodzić złym sztuczkom buntowników, którzy, aby łatwiej przyciągnąć was do siebie, twierdzą wszędzie, że swoim działaniem nie uchybiają wierze i posłuszeństwu Nam należnemu, ani obowiązkom katolików; oni bowiem czynami przeczą temu, co deklarują słowami. (…)

ci, którzy z uporem odrzucają i gardzą autorytetem Następców Piotra, w których Piotr żyje na wieki, oraz przełożonych, którzy zostali im przez nich wyznaczeni, swoim zachowaniem kwestionują ów prymat godności i jurysdykcji nad Kościołem powszechnym, który Chrystus powierzył Piotrowi (…) to jest rządzenia Kościołem na całym świecie. Z pewnością do tej grupy muszą zostać zaliczeni ci, (…) którzy wyraźnie ogłosili się niezależnymi; ci, którzy potwierdzili to, gdy po upływie wyznaczonego im terminu nie tylko nadal przyjmowali spowiedzi wiernych, ale co więcej, odważyli się postępować tak samo po tym, jak zakazano im tej funkcji w następstwie publicznego wyroku suspensy; ci, którzy nie zaprzestali publicznego sprawowania wszystkich obowiązków kapłańskich, nawet w rycie najbardziej uroczystym, na znak pogardy dla cenzur kościelnych; ci wreszcie, którzy nie zaniedbują niczego, byle tylko jawnie okazać, że za nic mają prawa kanoniczne oraz autorytet prawowitej władzy i tej Świętej Stolicy.

Sami łatwo zrozumiecie, czy tym osobom, które powstają z taką bezczelnością przeciwko Naszej władzy i z takim uporem trwają w swojej zbrodni, należy udzielać zaufania, gdy deklarują, że są przekonani o prymacie tej Świętej Stolicy, jak przystoi katolikom, i że pozostają z Nami złączeni i posłuszni. Dlatego, jeśli obawiacie się oddalenia od tej katolickiej jedności, poza którą nie ma zbawienia; jeśli pragniecie prawdziwego dobra waszej wspólnoty, strzeżcie się ich podstępnych sztuczek. (…)

Zaprawdę, potępiony przez Nas przed chwilą bunt nie dotyczy bynajmniej rytów, lecz dyscypliny; a gdyby Wikariusz Chrystusa nie mógł jej wszędzie przywracać, na próżno byłoby mu powierzone rządzenie całym Kościołem (…)

Mamy jednak nadzieję, że ci, którzy dotąd trwali w swoim buncie, będą mogli wreszcie opamiętać się z pomocą łaski Bożej i powrócić do należnej uległości. Lecz jeśli będą trwać w swoim uporze, My, pamiętając, że została Nam powierzona piecza nad całą owczarnią Pańską i że Apostoł Paweł wydał Korynt szatanowi, aby uśmierzyć skandal wiernych i dla zbawienia ducha samego winowajcy, będziemy zmuszeni odciąć od pozostałych owe zgniłe członki (które już bez powodu odłączyły się od głowy), tak aby nie zainfekowały swoim zaraźliwym wpływem reszty ciała, i ogłosimy wszystkich schizmatyków winnymi i odciętymi od łona Kościoła.

Oby niebiosa sprawiły, aby oni, przerażeni grozą tak ciężkiej kary, odzyskali rozsądek i zwróciwszy się ku lepszym owocom, odsunęli od Nas bolesną konieczność tego najsmutniejszego wykonania Naszego obowiązku. A im bardziej zboczyli z drogi prawdy i sprawiedliwości, z tym większą pokorną uległością niech poddadzą się Naszej prawowitej władzy kościelnej; niech starają się usunąć kamień obrazy (który swoim sposobem działania rzucili przeciwko słabym duchem), aby złożyć świadectwo swego posłuszeństwa i pokory i przywrócić Nam upragnioną możliwość ponownego przyjęcia ich w ojcowskie objęcia.”  ~ Pius IX, Quo Impensiore

Z modlitwą,

Byli wierni i sympatycy Bractwa kapłańskiego św. Piusa X, który uważał, że „Ten, kto jest święty, nie może nie zgadzać się z Papieżem”


PS

Publikujemy ten list po wielu bezowocnych rozmowach z kapłanami Bractwa. Pytaliśmy ich wprost: jak pogodzić oskarżanie Rzymu o poważne błędy z nauką dawnych papieży o tym, że „Stolica Apostolska jest zawsze wolna od jakiegokolwiek błędu” i nie może karmić wiernych trucizną? Nie otrzymaliśmy ani jednej odpowiedzi opartej na dokumentach Kościoła. Dlaczego? Ponieważ takie nauczanie po prostu nie istnieje.

Istnieje natomiast szereg dokumentów Magisterium wprost potępiających postawę Bractwa – postawę opartą w istocie wyłącznie na subiektywnych opiniach i zaufaniu do Arcybiskupa. Skoro zaś Bractwo twierdzi, że mylić mogą się kolejni Papieże, to o ileż bardziej może mylić się jeden biskup?

Zachęcamy do lektury tego listu – zwłaszcza w obliczu sakr zapowiadanych na lipiec 2026 roku – abyście sami mogli skonfrontować „tradycję Bractwa” z autentycznym nauczaniem Kościoła.


Korespondencję związaną z tym listem prosimy kierować na adres:

list@listdowiernychfsspx.pl


Bibliografia:

[1] Kilka refleksji na temat suspensy a divinis, 29 lipca 1976

[2] https://gdynia.fsspx.pl/1994/10/01/deklaracja-abpa-marcelego-lefebvrea-z-21-listopada-1974-roku/

[3] Le Figaro, 4 sierpnia 1976

[4] https://marucha.wordpress.com/2013/04/27/wywiad-specjalny-z-ksiedzem-stehlinem/#more-32299

[5] https://gdynia.fsspx.pl/2010/10/06/osiemnacie-regu-w-ignacego-loyoli-qo-trzymaniu-z-kocioemq/

[6] https://www.vatican.va/content/paul-vi/it/speeches/1976/documents/hf_p-vi_spe_19760524_concistoro.html

[7] https://www.nmp-gdynia.pl/content/adhortacja-apostolska-verbum-domini.pdf

[8] kard. Manning – The Vatican Council and Its Definitions

[9] De Summo Pontifice, księga 4, rozdział 6

[10] https://catholicism.io/2019/03/26/the-roman-pontiff-immunity-from-error-and-never-failing-faith/

[11] On the Roman Pontiff, vol. 2: Books III-V (De Controversiis) (s. 162); Mediatrix Press

[12] https://unamsanctamcatholicam.com/2022/07/04/the-obedience-of-athanasius/

[13] Suarez, De fide

[14] https://ronconte.com/2021/06/07/which-pope-was-the-worst-on-bad-popes-and-dogma/

[15] św. Józef Sebastian Pelczar, Rozmyślania o życiu kapłańskim

[16] https://www.vatican.va/content/paul-vi/it/speeches/1976/documents/hf_p-vi_spe_19760524_concistoro.html

[17] św. Augustyn, List 55 do Januariusza

[18] List arcybiskupa Lefebvre’a do papieża Jana Pawła II, 2 czerwca 1988 r. https://www.trueorfalsepope.com/p/lefebvre-correspondence-with-rome-april.html

[19] Konferencje św. Maksymiliana, wyd. OO. Franciszkanów Niepokalanów

[20] Publiczne oświadczenie arcybiskupa Lefebvre’a w sprawie „zaprzestania negocjacji”, 19 czerwca 1988 r. https://www.trueorfalsepope.com/p/lefebvre-correspondence-with-rome-april.html

[21] https://introibo.net/download/buecher/pontificale_romanum.pdf

[22] https://www.vatican.va/roman_curia/pontifical_councils/intrptxt/documents/rc_pc_intrptxt_doc_19960824_vescovo-lefebvre_it.html

[23] https://www.tradrecovery.com/post/why-i-left-the-sspx-abbe-emmanuel-berger

[24] List Papieża Pawła VI do Abpa Lefebvre z 11 października 1976 r.

[25] Oficjalne sprawozdanie biskupa Vincenta Ferrera Gassera wygłoszone na Soborze Watykańskim I; https://sites.google.com/site/thetaboriclight/documents/document-05-official-relatio-of-vatican-i

[26] https://archive.org/details/deecclesiaesacra01bill/page/180/mode/2up

[27] kard. Franzelin – De Divina Traditione

[28] List abpa Lefebvre do ks. Schmidbergera, 15 stycznia 1991 r.

[29] KPK, kanon 1326

[30] Errata

 

Przeczytaj jeszcze:   Czy ceremoniał i liturgiczny przepych stanowiły bezpośredni nakaz Boży? - contra FSSXP
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x